20/08/2026
Wczoraj był.... Światowy Dzień Fotografii!
I miał być post, był przygotowany z tej okazji, ale do później nocy byłam "za kółkiem" i wyszło jak zwykle inaczej :D
Ale i tak chcę go tu opublikować, bo to ważne.....
Tak naszła mnie jedna (z pośród tysięcy) myśl :D
I wiecie co?
Nie wiem, kto pierwszy wpadł na pomysł, żeby postawić kobietę przed obiektywem nie po to, żeby zrobić jej zdjęcie do dokumentów, uwiecznić ważną okazję czy sfotografować ją jako czyjąś żonę, mamę, córkę…
ale błogosławię tego człowieka z całego serca. ❤️
Bo dzięki fotografii kobiecej możemy zrobić coś, na co w codziennym życiu tak rzadko sobie pozwalamy.
Możemy na chwilę przestać być wszystkim dla wszystkich.
Nie być mamą.
Nie być partnerką.
Nie być pracownicą.
Nie być tą, która pamięta, organizuje, załatwia, troszczy się, ogarnia.
Nie musimy być rozsądne.
Praktyczne.
Grzeczne.
Skromne.
„Odpowiednie”
Możemy po prostu…
BYĆ!!!!
Możemy założyć suknię, której nie miałybyśmy gdzie założyć w zwyczajny wtorek.
Wejść boso do jeziora.
Położyć się w trawie.
Stać pośrodku lasu w koronie, tiulu, kwiatach albo z rozwianymi włosami i przez chwilę wcale nie zastanawiać się, czy to „wypada”.
Możemy być delikatne.
Dzikie.
Zmysłowe.
Romantyczne.
Tajemnicze.
Silne.
Baśniowe.
Możemy wyglądać dokładnie tak, jak czasami czujemy się gdzieś głęboko w środku, choć codzienność rzadko daje nam przestrzeń, żeby tę część siebie pokazać.
I chyba właśnie dlatego tak bardzo kocham fotografię kobiecą.
Bo dla mnie ona nigdy nie była tylko tworzeniem pięknych zdjęć.
Ona daje kobiecie przestrzeń, żeby spotkała się ze sobą poza wszystkimi rolami, które pełni.
Czasem patrzę przez obiektyw i widzę, jak coś się zmienia.
Na początku jest:
„Co mam zrobić z rękami?”
„Jak wyglądam?”
„Wciągnąć brzuch?”
„Nie umiem pozować.”
A później przychodzi moment, w którym ona przestaje się pilnować.
Przestaje kontrolować.
Przestaje zastanawiać się, czy dobrze wygląda.
I zaczyna być.
I właśnie te momenty kocham najbardziej.
Bo wtedy nie fotografuję już pozy.
Fotografuję kobietę, która na chwilę wróciła do siebie.
Do swojego ciała.
Do swojej zmysłowości.
Do swojej miękkości.
Do swojej siły.
Do swojej fantazji.
Do tej części siebie, która być może przez lata czekała gdzieś pod obowiązkami, pośpiechem i słowem „powinnam”.
I może właśnie dlatego fotografia jest dla mnie czymś znacznie większym niż zawodem.
Bo zdjęcie zostaje.
Ale czasem jeszcze ważniejsze jest to, co wydarzyło się w kobiecie w chwili, kiedy ono powstawało.
To spojrzenie na ekran aparatu.
Ta cisza.
Ten uśmiech.
I czasem jedno, wypowiedziane z niedowierzaniem:
„Boże… to naprawdę jaaa?”
Tak.
To Ty.
Nie stworzyłam Cię takiej.
Ty taka byłaś.
Ja tylko dostałam ten niezwykły przywilej, żeby przez chwilę Cię taką zobaczyć.
I właśnie za to dziś dziękuję fotografii.
Za wszystkie kobiety, które dzięki niej mogły choć na kilka godzin odłożyć świat na bok…
i wrócić do siebie. ❤️
Wszystkiego pięknego z okazji (wczorajszego) Światowego Dnia Fotografii.
Na zdjęciach boska Pani Joanna Joanna Gawron