11/08/2026
Trzeciego dnia wyjazdu na Słowację zrobiłem chyba jedne z najlepszych zdjęć wyjazdu.
Tego dnia zapowiadała się piękna pogoda. Był piękny wschód, a ja czekałem pod wyciągiem na kolejkę już o 6, ale okazało się, że jest czynna dopiero od 8, więc czekałem.
Nie mogłem się doczekać, bo nigdy nie jechałem kolejką.
Prowadziła ona pod Łomnicki Staw, gdzie, jak dojechałem, wyruszyłem z dwoma celami: sfotografować świstaki albo kozice i zdobyć drugi w życiu dwutysięcznik Rakuską Czubę.
Szlak zapowiadał się na początku na łatwy, ale dalej zrobił się ciężki, bo wąski szlak po kamieniach, a obok przepaść.
A ja nie zamierzałem chować aparatu, bo nie wiedziałem, czy zaraz jakieś zwierzę lub ptak nie wyjdzie.
Pod już za połową drogi, za najcięższym fragmentem, zrozumiałem, czym jest zmienna pogoda w górach, bo w chwilę na niebie zrobiło się ciemno i zaczęło kropić.
A wtedy znikąd pojawiła się młoda kozica, która centralnie biegła na mnie i się zatrzymała niedaleko mnie, jakby specjalnie pozowała do zdjęcia, i przebiegła obok mnie chwilę później.
Uciekała przed deszczem, ale wtedy jeszcze nie wiedziałem, że nie tylko przed deszczem.
Byłem zachwycony ze spotkania, ale nie zdążyłem nawet przejrzeć zdjęć, bo popatrzyłem przed siebie i widziałem, jak w błyskawicznym tempie zbliża się do mnie dosłownie ściana deszczu. Miałem kilka sekund.
Od razu rozglądnąłem się, znalazłem najbliższy kamień z zagłębieniem, wrzuciłem tam aparat i mikrofon, plecak i na to wszystko się położyłem.
Deszcz był, potężny, a ja bardzo bałem się, że sprzęt uszkodzę.
Aż nagle zaczęło grzmieć, ale tak głośno, że ja tak głośnych grzmotów nigdy nie słyszałem.
Byłem w burzy.
A to najgorsze, że na chwilę odwróciłem się za siebie, a ludzie dalej szli na szczyt, gdy byliśmy wszyscy w burzy.
I dla ekspertów, którzy napiszą, że się sprawdza pogodę przed wejściem na szlak sprawdzałem z 30 minut przed burzą i niebo było czyste.
Na szczęście po 30 minutach burza przeszła i wzeszło piękne słońce.
Zawróciłem, ale słońce w kilka minut wysuszyło moje ubrania i wtedy zatrzymałem się, usiadłem na kamieniu i myślałem, czy zawrócić, czy iść na szczyt, skoro jestem tak blisko.
Sprawdziłem pogodę ani chmury.
Zastanowiłem się i zrozumiałem, że przez cenę za kolejkę drugi raz podczas wyjazdu już tu nie wrócę.
Więc ruszyłem na szczyt.
A czy udało mi się go zdobyć i co było później, dowiecie się na jednym z następnych postów.
Chciałem bardzo podziękować marce Lexar Polska, bo nie przeżyłbym tylu przygód, gdyby nie sponsorowali wyjazdu, jak i nie powstałaby większość ujęć dzięki ich szybkim kartom.