17/08/2026
Wczoraj przez bite trzy godziny łaziłem po jednej z podłódzkich polan, licząc, że trafię chociaż jedną modliszkę. Widziałem już jakieś ich zdjęcia, to czemu ja bym miał też jednego nie zrobić. Trzy długie wczesnoporanne godziny, bo na miejscu byłem przed godziną szóstą, a zbierać się do zacząłem sporo po dziewiątej. Trzy godziny spędziłem na przeszukiwaniu nawłoci i innych habazi licząc, że znajdę tą jedną jedną...
Ale gdzieżby... pająki, motyle, proszę bardzo - ale o modliszce mogę zapomnieć. No nic, czasem tak bywa, także wracam do auta nieświadom tego, że zaraz nastąpi zwrot akcji.
Jestem już przy aucie, a tu z lasu jak gdyby nigdy nic wychodzi Adrian Truchta, specjalista od modliszek i rzuca "popatrzmy razem?". I wiecie co? Też nic nie znaleźliśmy na tym polu! Zaproponował jednak, czy nie chcę sprawdzić z nim jednej miejscówki, może będzie pazi królowej, bo to jakieś pole kopru.
Jedziemy kawałek i nagle zatrzymujemy się - patrzę dookoła na kolejną murawę pełną roślinności wszelakiej, ale kopru ani widu ani słychu. Adrian rzuca jednak - spójrzmy tutaj, może tu będą modliszki i podchodzi do krzaka nawłoci, tak na oko rosnący ze 2 metry od auta i bingo, jest modliszka!
Nie wiem, czy w czasie jazdy ją wypatrzył, czy to po prostu taki fart - ale naprawdę mi to zrobiło dzień. No i to było naprawdę fajne spotkanie : )