08/05/2026
W 5 klasie podstawówki przebrałam się za Business Woman.
Nie za konkretny zawód. Nie za lekarkę, piosenkarkę czy aktorkę. Po prostu za kobietę biznesu.
Pamiętam, że „ważne” były wtedy: krawat, marynarka i okulary przeciwsłoneczne.
Na tym samym balu była też Dama, Rambo, Stewardessa, Batman i… Al Capone. Każdy z nas miał misję.
I ostatnio pomyślałam sobie - jakie to ciekawe, że już jako dzieci próbujemy pokazać, kim chcemy być… Albo raczej - jak chcemy się czuć.
Dla mnie business woman nie oznaczała pieniędzy. Chodziło bardziej o klasę, wpływ, pewność siebie i niezależność. Chodziło o kobietę, która robi coś ważnego.
I dziś mam wrażenie, że trochę intuicyjnie poszłam właśnie tą drogą.
Bo ja nie czuję się „tylko fotografką”. Czuję, że moja praca realnie wpływa na ludzi.
Widzę to, kiedy kobieta po sesji zaczyna inaczej patrzeć na siebie.
Kiedy przedsiębiorca mówi, że w końcu czuje się profesjonalnie pokazany.
Kiedy zdjęcia dodają odwagi, pewności siebie i pomagają wyjść bardziej do ludzi.
Dobre zdjęcie ma dużo większy wpływ, niż często nam się wydaje.
A business woman?
Dziś dla mnie to kobieta, która tworzy przestrzeń i wsparcie dla innych kobiet.
Dlatego organizowałam kobiece projekty fotograficzne, spotkania networkingowe i trafiłam do społeczności przedsiębiorczych kobiet, w której naprawdę czuję się „u siebie”.
I może właśnie o to chodziło tej dziewczynce z podstawówki. Żeby kiedyś zostać kobietą, która robi coś z serca i ma wpływ.
A teraz jestem ciekawa Was.
Za kogo przebieraliście się w dzieciństwie?
I czy dziś widzicie w tym jakiś ślad tego, kim zostaliście?