23/04/2023
Miało być o Francji, ale nie będzie, bo Spotify przy zmywaniu naczyń zapodał mi solidną dawkę muzyki latino, i w rezultacie:
1) Naszło mnie mnóstwo wspomnień z Kolumbii,
2) Zorientowałam się, że nigdy nie dzieliłam się z Wami zdjęciami stamtąd, co jest karygodne, bo to przepiękny kraj i kawał mojej historii.
Do rzeczy. Ostatnio bardzo interesuję się kapibarami, fascynuje mnie ich (przynajmniej pozornie) spokojne podejście do życia, akceptacja i generalnie zen. Kto oglądał Encanto, to wie, o czym mówię. Więc postanowiłam podzielić się z Wami w ten niedzielny wieczór kilkoma zdjęciami z dorzecza Orinoko, gdzie mieszkają między innymi właśnie kapibary, ale też mrówkojady, krokodyle, pancerniki, mnóstwo różnych ptaków, jelonków i krów.
Los Llanos jest takim trochę kowbojskim regionem, z charakterystyczną kulturą, sposobem ubierania się, jedzeniem, muzyką. Dla mnie to przede wszystkim wielka sawanna z pięknymi wschodami i zachodami słońca, bliskość przyrody, pustkowia z mglistym zarysem gór w oddali…
Też Wam się zdarza ni stąd, ni zowąd zatęsknić za jakimś miejscem?