02/04/2026
Kamień pod dłońmi pamięta więcej niż ja,
a jednak milczy,
jakby milczenie było formą opieki.
Rzeka nie pyta o kierunek,
tylko powtarza ruch,
który kiedyś musiał być początkiem.
Gdzieś pomiędzy jednym a drugim oddechem świata
zatrzymuje się myśl —
nie cała, tylko jej cień,
ledwie uchwytny.
Są rzeczy, które odchodzą wolniej niż czas,
i takie, które zostają,
choć nie mają już kształtu.
Miasto patrzy bez udziału,
ale w jego oknach
coś drży —
jakby światło nie było pewne,
czy ma zostać.
Nie nazywam tego, co jest,
bo nazwy zamykają,
a tu wszystko zdaje się jeszcze uchylone.
Może właśnie w tej szczelinie
mieści się to, co najważniejsze —
niepewne,
a jednak trwające.