Obiektyw-ny Świat

Obiektyw-ny Świat Photographer (all photos are captured by me). Feel free to contact me if you want to cooperate.

Nie lubię lunaparków. Serio. Może niektórym wydać się to dziwne, ale hałas i tłumy nigdy nie były moją definicją dobrej ...
17/06/2026

Nie lubię lunaparków. Serio.
Może niektórym wydać się to dziwne, ale hałas i tłumy nigdy nie były moją definicją dobrej zabawy.
Mimo to, pewnego sierpniowego wieczoru trafiłam do tego piekła.
Nie marzyłam o tym. Nie przekonał mnie nawet fakt, że od ponad 250 lat przyciąga mieszkańców Wiednia i turystów z całego świata. Po prostu mieszkałyśmy tuż przy Praterze.
Patrzyłam na migające atrakcje, próbowałam oddzielić muzykę od krzyków i obserwowałam ludzi, którzy bawili się świetnie. Nawet urocza para staruszków, trzymająca się za ręce na szybko obracającej się karuzeli, nie zdołała odczarować tego miejsca.
Nadal nie lubię lunaparków.

Kilka tygodni wcześniej odwiedziłam wesołe miasteczko w Chorzowie. Z sentymentu przejechałam się atrakcjami, które uwielbiałam jako dziecko.
Wystarczyło.
Nie muszę już tego powtarzać.
Jeśli mogę wybierać, zdecydowanie wolę spokojne pływanie łódką albo zjeżdżanie w wielkim filcowym worku niż kolejki górskie wywracające żołądek do góry nogami.

Za to lody zjedzone w upalny wiedeński wieczór były wyśmienite 🍦
-------------
I don’t like amusement parks. Seriously.
It might sound strange to some people, but noise and crowds have never been my idea of fun.

Still, one August evening I ended up in this chaos.
I didn’t dream about it. Not even because I was convinced by the fact that for over 250 years it has attracted both locals from Vienna and tourists from all over the world. We simply stayed right next to the Prater.

I looked at the flashing rides, tried to separate the music from the screams, and watched people clearly having the time of their lives. Even a sweet elderly couple holding hands on a fast-spinning carousel couldn’t change how I felt about this place.
I still don’t like amusement parks.

A few weeks earlier, I visited the amusement park in Chorzów. Out of nostalgia, I went on the rides I used to love as a child.
I don’t need to repeat it anymore.
If I can choose, I would definitely prefer a calm boat ride or sliding down in a big felt sack over roller coasters.

But the ice cream eaten on a hot summer evening in Vienna was absolutely perfect 🍦

Czego nauczyły mnie podróże z aparatem?Że jest ciężki. Że czasem w ogóle go nie wyciągam z plecaka.Że w tłumie zawsze ką...
15/06/2026

Czego nauczyły mnie podróże z aparatem?
Że jest ciężki. Że czasem w ogóle go nie wyciągam z plecaka.
Że w tłumie zawsze kątem oka sprawdzam, czy nadal jest tam, gdzie powinien.
Że moje plecy często bolą, a koszulka bywa mokra od plecaka, w którym go noszę.
Ale nigdy nie żałuję, że mam go ze sobą.
Bo zawsze znajdą się chwilę i miejsca, które będę chciała utrwalić.
Od kilku lat uczę się przede wszystkim być tu i teraz. Zatrzymać się. Popatrzeć. Chłonąć miejsce, zamiast od razu szukać kadru.
Zdjęcia nie zastępują wspomnień. Ale potrafią je obudzić po latach.

I tak jest również z Gloriettą.
Dziś, patrząc na te zdjęcia, pamiętam nie tylko widok na Schönbrunn.
Pamiętam tłum ludzi. Skwar sierpniowego dnia. Chwilę wytchnienia przy Aperolu wypitym w kawiarni na szczycie.
I przemiłego, siedemdziesięcioletniego kelnera, który najwyraźniej uznał, że dwie Polki zasługują na odrobinę wiedeńskiego flirtu. 😉
-------------
What has traveling with a camera taught me?
That it’s heavy. That sometimes I don’t even take it out of my backpack.
That in a crowd I always check, out of the corner of my eye, if it’s still where it should be.
That my back often hurts, and my T-shirt is sometimes damp from the backpack I carry it in.
But I never regret having it with me.
Because there are always moments and places I want to capture.
Over the years I’ve been learning, above all, to be here and now. To stop. To look. To absorb a place instead of immediately searching for a frame.
Photos don’t replace memories.
But they can bring them back years later.

And it’s the same with Glorietta.
Looking at these photos today, I don’t only remember the view over Schönbrunn.
I remember the crowd. The heat of an August day. A moment of relief with an Aperol spritz at a café at the top.
And a very kind seventy-year-old waiter who clearly decided that two Polish women deserved a bit of Viennese flirting. 😉

"Ale miałaś szczęście, nikogo tam nie było". Często słyszę to zdanie, gdy pokazuję zdjęcia z moich wyjazdów. Tymczasem p...
12/06/2026

"Ale miałaś szczęście, nikogo tam nie było".
Często słyszę to zdanie, gdy pokazuję zdjęcia z moich wyjazdów.
Tymczasem prawda jest zupełnie inna.

Schönbrunn odwiedza rocznie kilka milionów turystów. Jedni spieszą do pałacu, inni przystają przy fontannach i ogrodach. W sierpniu bywa tłoczno od rana do wieczora.

A mimo to na moich zdjęciach często nie ma nikogo.

Nie dlatego, że trafiłam na odpowiedni dzień.
Nie dlatego, że usunęłam ich dzięki AI.

Po prostu - nauczyłam się czekać.

Czasem stoję kilka minut z aparatem przy oku.
Czasem przepuszczam grupę wycieczkową.
Czasem robię jedno zdjęcie, czasem dziesięć, aż w końcu, przez ułamek sekundy alejka pustoszeje, a ja zatrzymuję ten moment w kadrze.

Potem słyszę: „Ale miałaś szczęście, nikogo tam nie było”.
I trochę się wtedy uśmiecham.
-------------
"You were lucky, there was nobody there.”

I hear this sentence often when I show photos from my travels.
And yet the truth is completely different.

Schönbrunn is visited by several million tourists every year. Some rush toward the palace, others pause by the fountains and gardens. In August, it’s crowded from morning to night.

And still, in my photos, there are often no people.

Not because I picked the right day.
Not because I erased them with AI.

I simply learned to wait.

Sometimes I stand for several minutes with the camera at my eye.
Sometimes I let an entire tour group pass.
Sometimes I take one shot, sometimes ten, until finally, for a split second, the alley empties—and I capture that moment.

Then I hear: “You were lucky, there was nobody there.”
And I smile a little.

Stałam na balkonie opery Wiedeńskiej, ale myślami byłam w Cieszynie.Brzmi absurdalnie, prawda? A jednak właśnie takie mi...
10/06/2026

Stałam na balkonie opery Wiedeńskiej, ale myślami byłam w Cieszynie.

Brzmi absurdalnie, prawda? A jednak właśnie takie miałam skojarzenie.

Patrzyłam na złocenia, ozdobne detale, czerwone obicia foteli. Miękkie światło i ten charakterystyczny teatralny klimat mają w sobie coś onieśmielającego, a jednocześnie dziwnie znajomego. Mimo że byłam tu pierwszy raz, nie czułam się jak w zupełnie obcym miejscu.

Może dlatego, że mam słabość do Teatru im. Adama Mickiewicza w Cieszynie. Za każdym razem, gdy przekraczam jego próg, mam wrażenie, że przenoszę się do innej epoki. W Wiedniu poczułam coś bardzo podobnego.
-------------
I was standing on the balcony of the Vienna State Opera, but my thoughts were in Cieszyn.

Sounds absurd, doesn't it? Yet that was exactly the association that came to my mind.

I looked at the gilded decorations, the ornate details, the red-upholstered seats. The soft light and that distinctive theatrical atmosphere have something both intimidating and strangely familiar about them. Even though it was my first time here, I didn't feel like I was in a completely unfamiliar place.

Maybe that's because I have a soft spot for the Adam Mickiewicz Theatre in Cieszyn. Every time I step through its doors, I feel as if I've been transported to another era. In Vienna, I felt something very similar.

Sierpniowy Wiedeń nie miał dla nas litości. Żar lał się z nieba, odbijał od kamiennych fasad, przyklejał ubrania do ciał...
07/06/2026

Sierpniowy Wiedeń nie miał dla nas litości. Żar lał się z nieba, odbijał od kamiennych fasad, przyklejał ubrania do ciała. Zwiedzanie przy 35°C w cieniu nie należy do najprzyjemniejszych.
Tego dnia miałyśmy zwiedzać Belweder - okazałe budynki pomiędzy którymi rozpościera się wielopoziomowy ogród.
Przechodząc z sali do sali Górnego Belwederu, wśród tłumu turystów zmierzałyśmy do jednego z najsłynniejszych obrazów Austrii - "Pocałunku" Gustava Klimta.
Przewiewne stroje ledwo dawały radę. Podeszłam do jednego z obrazów, aby z bliska obejrzeć szczegóły pociągnięć pędzla. I wtem poczułam przyjemny chłód. Wpadał w nogawki moich szerokich spodni i przynosił natychmiastową ulgę.
- Iwona, chodź tu na moment. Zobacz jakie kolory.
Podeszła. I zanim spojrzała na obraz, już wiedziałam, że poczuła dokładnie to samo.
"Pocałunek" okazał się najbardziej obleganym eksponatem. Pamiętam tłum ludzi fotografujących go telefonami. Ale poszukiwanie kratek wentylacyjnych i uczucie ulgi jakie towarzyszyło nam gdy nad nimi stawałyśmy zostanie ze mną na długo...
-------------
August Vienna showed us no mercy. Heat poured from the sky, bounced off stone façades, and glued clothes to our skin. Sightseeing at 35°C in the shade is far from pleasant.
That day we planned to visit the Belvedere – magnificent buildings surrounded by a multi-level garden.
Moving from room to room in the Upper Belvedere, among crowds of tourists, we were heading toward one of Austria’s most famous paintings – The Kiss by Gustav Klimt.
Light, airy clothes were barely enough. I stepped closer to one of the paintings to see the brushstrokes up close. And then I felt a pleasant cool breeze. It slipped into the legs of my wide trousers and brought immediate relief.
“Iwona, come here for a moment. Look at these colors.”
She came over. And before she even looked at the painting, I already knew she had felt exactly the same thing.
The Kiss turned out to be the most crowded exhibit. I still remember the crowd of people photographing it with their phones. But the search for ventilation grilles and the feeling of relief when we stood above them will stay with me for a long time…

Nie umiem odpoczywać. Serio. Był sierpień 2025 roku. Skwar lał się z nieba, a my właśnie wyszłyśmy z przepełnionego ludź...
31/05/2026

Nie umiem odpoczywać. Serio.

Był sierpień 2025 roku. Skwar lał się z nieba, a my właśnie wyszłyśmy z przepełnionego ludźmi muzeum Sisi. Marzyłyśmy tylko o zimnym Aperolu.

Klucząc między monumentalnymi budynkami Hofburga, trafiłyśmy wreszcie na fragment zieleni i przyjemnego cienia.

Odbicia budynków w wodzie wyglądały jak namalowane. I ten spokój, którego się nie spodziewałam. Mimo tłumów spacerujących alejkami Burggarten nie czułam się przytłoczona.

Iwona usiadła na ławce. Ja kilka minut później gimnastykowałam się, próbując złapać w kadrze odbicie budynku w wodzie.

Lubię takie miejsca. Nie dlatego, że są obowiązkowym punktem w przewodnikach, ale dlatego, że pozwalają na chwilę zwolnić i złapać oddech między kolejnymi atrakcjami. Nawet jeśli, tak jak ja, nie umiesz odpoczywać.
-------------
I can’t relax. Seriously.

It was August 2025. The heat was pouring from the sky, and we had just left the crowded Sisi Museum. All we could think about was a cold Aperol.

Winding between the monumental buildings of the Hofburg, we finally found a patch of greenery and pleasant shade.

The reflections of the buildings in the water looked like they had been painted. And that calmness I didn’t expect. Even with crowds wandering through the paths of Burggarten, I didn’t feel overwhelmed.

Iwona sat down on a bench. A few minutes later I was stretching and shifting around, trying to capture the reflection of the building in the water in a frame.

I like places like this. Not because they are must-see stops in guidebooks, but because they allow you to slow down for a moment and catch your breath between attractions. Even if, like me, you don’t really know how to relax.

Gdyby żyła dzisiaj, prawdopodobnie byłaby influencerką i współpracowała z markami fitness.O kim mowa?172 cm wzrostu, tal...
28/05/2026

Gdyby żyła dzisiaj, prawdopodobnie byłaby influencerką i współpracowała z markami fitness.

O kim mowa?

172 cm wzrostu, talia osy i obsesja na punkcie wyglądu. Cesarzowa Sisi nieustannie dążyła do utrzymania idealnej figury. W swoich komnatach kazała zamontować drążki do ćwiczeń, a jej dieta była bardzo restrykcyjna. Dzisiaj prawdopodobnie zdiagnozowano by u niej zaburzenia odżywiania.

Godzinami pielęgnowała swoje długie włosy, z których słynęła w całej Europie.

Ideał? Tylko z pozoru.

Im więcej czytałam o Sisi w muzeum w Wiedniu, tym mniej przypominała mi bajkową cesarzową z filmów.

Zmieniły się czasy, ale presja na bycie idealną chyba wcale nie zniknęła.
-------------
If she lived today, she would probably be a fitness influencer working with wellness brands.

Who am I talking about?

172 cm tall, a tiny waist, and obsessed with her appearance. Empress Sisi constantly pursued the “perfect” figure. She even had gym bars installed in her chambers, and her diet was extremely restrictive. Today, she would probably be diagnosed with an eating disorder.

She spent hours taking care of her long hair, which she was famous for all across Europe.

Perfect? Only on the surface.

The more I learned about Sisi at the museum in Vienna, the less she reminded me of the fairytale empress from the movies.

Times have changed, but the pressure to be perfect probably hasn’t disappeared at all.

To miasto nie było na mojej bucket liście. I chyba właśnie dlatego mnie zaskoczyło.Po Budapeszcie przyszedł czas na Wied...
26/05/2026

To miasto nie było na mojej bucket liście. I chyba właśnie dlatego mnie zaskoczyło.

Po Budapeszcie przyszedł czas na Wiedeń. Nigdy go nie planowałam — ot po prostu był opcją dostępną pociągiem z Polski.

Sierpniowa podróż w upale, bez klimatyzacji, nie należała do najprzyjemniejszych. Aż do momentu, kiedy wysiadłyśmy i wszystko nagle „zatrzymało się” na chwilę — światło wpadało przez geometryczne okna, rozcinając przestrzeń na równe, ostre linie. Ludzie przechodzili przez nie jak przez kolejne kadry filmu.

Wiedeń kojarzył mi się z pałacami, cesarzami i elegancją. Jednak już pierwszego dnia okazało się, że to miasto kontrastów, światła i historii ukrytych za murami.

I właśnie od jednej z takich historii zaczynamy zwiedzanie Wiednia.
-------------
This city wasn’t on my bucket list. And maybe that’s exactly why it surprised me.

After Budapest, it was time for Vienna. I've never planned it — it was simply an option available by train from Poland.

An August journey in the heat, without air conditioning, wasn’t the most pleasant experience. Until the moment we got off the train and everything suddenly seemed to “pause” for a moment — light was falling through geometric windows, cutting the space into clean, sharp lines. People walked through them like scenes in a film.

I used to associate Vienna with palaces, emperors, and elegance. But already on the first day, it turned out to be a city of contrasts, light, and history hidden behind its walls.

And it’s with one of those stories that we begin exploring Vienna.

Gorący asfalt oddawał ciepło jeszcze długo po zmroku.W sierpniu Budapeszt potrafi naprawdę zmęczyć.Po powrocie z Tokaju ...
17/05/2026

Gorący asfalt oddawał ciepło jeszcze długo po zmroku.
W sierpniu Budapeszt potrafi naprawdę zmęczyć.

Po powrocie z Tokaju mieliśmy jeszcze jedną noc przed pociągiem do domu, więc poszliśmy po prostu pożegnać się z miastem i Dunajem. Bez ambitnego planu zwiedzania.

Minęliśmy Bazylikę św. Stefana i monumentalny Pałac Anker w poszukiwaniu muzeum metra.
Później spacer nad Dunajem i zimne piwo wypite w cieniu drzew na Szabadság tér, gdzie w końcu dało się na chwilę odetchnąć od upału.

A na koniec leczo w Gettó Gulyas.
Takie prawdziwe, gorące, pełne smaku.
-------------
The hot asphalt was still giving back the heat long after sunset.
In August, Budapeszt can be truly exhausting.

After returning from Tokaj, we still had one more night before our train home, so we simply went to say goodbye to the city and the Danube. No ambitious sightseeing plans.

We passed Bazylika św. Stefana and the monumental Pałac Anker while looking for the metro museum.
Later, we walked along the Danube and drank cold beer in the shade of the trees at Szabadság tér, where we could finally breathe for a moment away from the heat.

And to finish the day — lecsó at Gettó Gulyás.
Real, hot, full of flavour.

Dirección

Ardales
29550

Página web

Notificaciones

Sé el primero en enterarse y déjanos enviarle un correo electrónico cuando Obiektyw-ny Świat publique noticias y promociones. Su dirección de correo electrónico no se utilizará para ningún otro fin, y puede darse de baja en cualquier momento.

Compartir

Categoría