03/09/2026
Pierwszy lot samolotem wspominam jak przez mgłę.
Pamiętam za to zachwyt, kiedy w deszczowy dzień samolot przebił się przez warstwę chmur i niczym spławik wyskoczył ponad ich puchatą powierzchnię.
Przynajmniej tak wyglądało to wtedy w mojej głowie.
W zeszłym roku, kilkanaście lat po moim pierwszym locie samolotem, na Maderze znowu znalazłam się ponad chmurami.
Pico do Areeiro było ostatnim punktem naszej wycieczki. Właściwie również ostatnim miejscem, które zobaczyłyśmy przed powrotem do domu.
Busik wycieczkowy wspinał się coraz wyżej. W pewnym momencie nie widziałyśmy już niczego poza fragmentem asfaltu przed nami.
Pomyślałam, że mgła odbierze nam cały widok. Że dotrzemy do celu i nie zobaczymy nic oprócz otaczającej nas bieli.
A potem busik wyjechał ponad chmury.
Naszym oczom ukazały się górskie grzbiety ciągnące się daleko po horyzont. Za kolejnym zakrętem zobaczyłyśmy biały, kulisty budynek, który wyglądał jak gigantyczna piłka golfowa pozostawiona na szczycie góry.
Jeszcze kilka kroków przez parking, schody między sklepami z pamiątkami i znalazłyśmy się pomiędzy chmurami.
Przesuwały się szybko między szczytami. Widok zmieniał się co chwilę, i co chwilę wszystko dookoła wyglądało inaczej.
Miałam wrażenie, że spaceruję między obłokami.
Przypomniał mi się wtedy mój pierwszy lot samolotem. Tym razem nie patrzyłam na świat ponad chmurami przez okno samolotu. Byłam częścią tego świata.
-------------
[ENG in comment]