Jakublin fotografia w drodze

Jakublin fotografia w drodze Instagram: https://www.instagram.com/jakublin/ Krakow, Poland
nature, people, architecture
Social media:
www.facebook.com/jakub.bw

Jeszcze pozostając w świątecznym nastroju. Ostatnie dni dawały mi wiele okazji do różnorakich przemyśleń i obserwacji. N...
06/04/2026

Jeszcze pozostając w świątecznym nastroju.
Ostatnie dni dawały mi wiele okazji do różnorakich przemyśleń i obserwacji. Na tematy różne. I życiowe, i ostateczne, i rodzinne, i przyziemne. Dla jednych to Święta, dla innych dni wolne, dla jednych spotkania rodzinne, dla innych okazja do ogarnięcia życiowych i domowych obowiązków. Pewnie przyjdzie czas na inne podsumowania, ale to co mnie gdzieś najbardziej ujęło, to sytuacja która wydarzyła się w nocy w sobotę.

Jest jedna osoba, już tutaj wielokrotnie wspominana, która niezmiennie mnie inspiruje. Której życie jest dla mnie przykładem jak łączyć rzeczy ważne i wzniosłe, z rzeczami codziennymi. Bez patosu, bez przeginki i przesadnej wzniosłości. Łączyć w sposób jak najbardziej naturalny. Pokazuje mi za każdym razem, jak żyć. Tą osoba jest moja babcia. Za każdym razem uczę się od niej jak przeżywać życie. I tak było i tym razem.

A to co szczególnie mam na myśli, to jak babcia przeżywa swoją radość. Otóż byliśmy razem w sobotę na ponad 3 godzinnej nocnej liturgii u . Ludzi, jak to w Ten dzień, w kościele po korek. Duszno, tłoczno, a ona jednak przez cały ten czas była Obecna w swoim skupieniu. Po wszystkim, już prawie o północy, szliśmy po uliczkach Starego Miasta i powiedziałem do niej „ Babciu, gratuluję wytrwałości, piąteczka!” (To nasz tradycyjny zwyczaj). Na co ona bez zastanowienia - „ Chyba laseczka?!”. I tak, babcia chodzi o lasce i miała ją w ręce, ale ja już nie dopytywałem czy chodzi o laskę do chodzenia, czy o to jak ja powinienem zwracać się jednak do niej. Widząc uśmiech na jej twarzy w tamtym momencie i czując emanującą radość, wiedziałem jak powinienem to zrozumieć. Po prostu cieszyć się chwilą, którą wtedy przeżywaliśmy razem. Którą mieliśmy dla siebie.

I niech ta radość towarzyszy i Tobie. Dobrych dni.

A zdjęcie z Shenzhen. Z dość monumentalnej architektury protestanckiego kościoła Buji. Olbrzymia budowla zachwyca prostotą kształtów i tylko kilkoma kolorami użytymi do jej dekoracji.

#深圳

Wszyscy żyjemy stereotypami. Wiem, że to odważna teza, żeby mówić za ogół, ale no cóż – właśnie na tym polega uogólniani...
28/03/2026

Wszyscy żyjemy stereotypami. Wiem, że to odważna teza, żeby mówić za ogół, ale no cóż – właśnie na tym polega uogólnianie i zjawisko, z którym stykamy się praktycznie każdego dnia.
Stereotypy mogą dotyczyć nas samych (a to że jesteśmy super fajni, albo że we wszystkim zawodzimy – prawda zapewne nie jest tam, gdzie zdaje się nam ją widzieć), mogą dotyczyć innych (życia naszych sąsiadów i znajomych, których widzimy tylko czasem, albo tylko na instagramie i fejsbuku, ale jesteśmy przekonani o posiadaniu lepszego planu na ich życie), albo też wszystkich tych osób, których może nie znamy osobiście, ale często kategoryzujemy w jakieś grupy – narodowościowe, mniejszościowe, obyczajowe, społeczne, religijne, albo no. fanów cebuli, itd. Kiedy tylko słyszymy, że ktoś jest skądś albo jest jakiś, to jedna z pierwszych pojawiających się myśli dotyczy jakiejś cechy, którą utożsamiamy z tą grupą osób (jakby w ogóle takowe grupy istniały!). Oczywiście niekoniecznie musi to być coś negatywnego – po prostu coś, co ma najkrótsze połączenie nerwowe w naszym mózgu.
O ile moje (nasze) stereotypy dość znam, o tyle zawsze jestem ciekaw, co o mnie/nas myślą inni. Często, kiedy spotykam się z ludźmi z innych krajów, pytam, co ich zaskakuje lub wkurza w Polakach. Często słyszę, że jesteśmy smutni i się nie uśmiechamy. Zdarza mi się usłyszeć, że jesteśmy szczerzy i na pytanie „jak się masz?” odpowiadamy (niepotrzebnie) zgodnie z prawdą. Czytałem ostatnio książkę Dobry deń Jakuba Medka, autora świetnego podcastu , na temat uprzedzeń nas – Polaków – do nich – Czechów. Polecam tę lekturę, ale to, co mnie dość mocno poruszyło, to stereotypy Czechów o Polakach. Nie sądziłem, że w oczach naszych południowych sąsiadów, zgodnie z ich cudownym poczuciem humoru, Polacy to tacy Czesi, którym nie wyszło, albo że Polacy to tacy Rosjanie, którym wydaje się, że mówią po francusku. Cieszę się z sukcesów tych, którym w życiu wyszło. I cieszę się, że jakkolwiek, ale jednak mówię po francusku :) Tego swojego skilla nie znałem :)

Dobrej niedzieli! Oby nam wszystkim wyszła!
A na zdjęciu taka sytuacja ze stacji kolejowej Shenzhen North.

Rozmawiałem ostatnio z koleżanka z pracy i okazało się, że oboje mamy tę samą przypadłość: mieszamy przysłowia. A, że te...
25/03/2026

Rozmawiałem ostatnio z koleżanka z pracy i okazało się, że oboje mamy tę samą przypadłość: mieszamy przysłowia. A, że temat przysłów ostatnio mi towarzyszy gdzieś na drodze, to pomyślałem, że warto zastanowić się nad tym zjawiskiem.

Mieszamy nie, że z niewiedzy. Bardziej z jakiejś przekory albo dlatego, że głowa sama dokłada inne zakończenie do znanego początku. Albo nowy początek do znanego zakończenia. Wychodzi więc coś w stylu “nie wywołuj wilka z parku”, “lepszy wróbel w garści niż bociek na dachu”, albo osobiście “jak Bóg Kubie, tak Kuba Bogu”. Mieszamy i jakoś to żyjemy. Takie zmiany nawet często mają sens, tylko inny niż zamierzony. I często wywołują uśmiech na twarzach rozmówców. Ok, czasem też konsternacje, ale to zdarza się rzadko. No i raczej nikt nie może się o to obrazić.

Zazwyczaj przysłowie wychodzi z ust już na wpół przerobione, zanim mózg zdąży zorientować się, że nie jest to standardowa wersja. Coś w połączeniach mózgowych w naszej głowie nie działa tak jakbyśmy tego sobie życzyli.

Tak już mamy. A jak ktoś się śmieje, to znaczy, że zrozumiał.
Bo nie wszystko srebro, co się mówi. Czasem to platyna.

A dziś fotograficzna wizyta w klasztorze Shaolin. Niech będzie trochę poważnie też. W końcu to wtorek. A jak wiadomo, wtorek to mała środa, która znowu zwiastuje weekend. Ahoj.

Dziś byłem na filmie „I król rzekł: ‘Co za fantastyczna maszyna!’” w ramach przeglądu filmów o nauce Kokon. To historia ...
20/03/2026

Dziś byłem na filmie „I król rzekł: ‘Co za fantastyczna maszyna!’” w ramach przeglądu filmów o nauce Kokon. To historia o tym, jak zmieniało się patrzenie na świat przez rozwój fotografii: od pierwszych zdjęć do momentu, w którym każdy z nas ma aparat w kieszeni.

Dziś powstają miliardy zdjęć i nagrań dziennie. Tyle, że nikt nie jest w stanie tego ogarnąć. Trochę przytłaczające, ale daje do myślenia.

Po seansie zostaje prosta refleksja: to my decydujemy, co pokazujemy i co oglądamy. I w sumie każdy z nas w jakiś sposób tworzy historię.

Z aparatem albo bez. Powodzenia.

A na zdjęciu ukochany Hongkong.

Dziś uświadomiłem sobie smutną prawdę. W tym sezonie wiosna-lato ominą mnie dwa koncerty, na które naprawdę miałam ochot...
18/03/2026

Dziś uświadomiłem sobie smutną prawdę. W tym sezonie wiosna-lato ominą mnie dwa koncerty, na które naprawdę miałam ochotę, Beirut i Archive. Szkoda, bo ich muzyka towarzyszy mi w różnych sytuacjach i okresach życia. Czasem do pracy, czasem na spacerze, czasem do myślenia.

I piszę o tym tutaj ponieważ, jeśli jeszcze ich nie znacie, to warto to nadrobić. To są zespoły, do których się wraca i które zostają na dłużej. A jeśli ktoś z was wybiera się na koncert w Polsce, to dajcie znać, albo wyślijcie chociaż zdjęcia. Pls.

A na zdjęciu Plac Wolności w Tajpej na Tajwanie. Miejsce również dla mnie ważne i zapadnięte w pamięci. O nim więcej kiedyś indziej.

Ostatnio przeglądałem różne chińskie przysłowia i trafiłem na jedno, które bardzo mi się spodobało: „Najlepszy moment, ż...
16/03/2026

Ostatnio przeglądałem różne chińskie przysłowia i trafiłem na jedno, które bardzo mi się spodobało: „Najlepszy moment, żeby posadzić drzewo, był 20 lat temu. Drugi najlepszy jest teraz.”

Brzmi jak klasyczna chińska mądrość, nie? Ale kiedy zacząłem szukać źródła, okazało się, że… wcale nie jest chińskie, tylko jest to aforyzm zambijskiej autorki Dambisy Moyo.

Z chińskimi przysłowiami już tak jest, często oparte są na jakiś śmiesznych grach słownych, mających bardzo mało wspólnego z kulturą chińską i ich tysiącach lat historii.
Mimo wszystko lubię te prawdziwe chińskie przysłowia. Niosą pewną mądrość, której brak zdarza mi się zauważać w polskiej czy europejskiej kulturze. Najczęściej płynie z nich nauka cierpliwości, i rozpoznawania znaków czasu. A to lubię robić.

Niemniej, jeśli dzisiejsze przysłowie z Zambii się komuś przyda, to życzę dobrego tworzenia w nowym tygodniu i dobrego poniedziałku! Ahoj!

A na zdjęciu uwielbiany Hongkong i niesamowite kształty znalezione w miejskiej architekturze.

Idę na nocny spacer z psem, standardowa rundka po osiedlu… a tu patrzę i na dachu naszej osiedlowej hydroforni siedzi mł...
14/03/2026

Idę na nocny spacer z psem, standardowa rundka po osiedlu… a tu patrzę i na dachu naszej osiedlowej hydroforni siedzi młodzież. Niby nic nadzwyczajnego, ale jednak to daaaawno niewidziany przeze mnie widok. Sama hydrofornia to trochę ruinki, trochę betonowego fundamentu pod budynek, który jednak nigdy w pełni nie powstał. Ale, hydrofornia ma płaski dach wylany utwardzaną smołą, który jest metr nad ziemią, idealny punkt spotkań i rozmów do rana.

I przyznam, że jak zobaczyłem na nim młodzież, to aż się uśmiechnąłem. Bo przez całą zimę pustka, cisza, nikogo. A tu przyszła wiosna i przyszła młodzież. Siedzą, gadają, śmieją się, po prostu są razem, jak to się pięknie z angielskiego mawia fejs tu fejs.

I bardzo dobrze! Kiedyś siedziało się na trzepakach. Teraz zamiast trzepaka jest hydrofornia. Czasy się zmieniają, ale pomysł żeby posiedzieć z ekipą pod blokiem i pogadać o życiu jest nadal aktualny.
Młodzieży - tak trzymać. Na dwór, gadać, śmiać się, integrować się ze sobą. Fajnie zobaczyć, że to jeszcze istnieje. Wiosna przyszła nie tylko w kalendarzu. I to piszę ja, stary boomer.

A na zdjęciu jedno z najbardziej kultowych ujęć hongkońskiej miejskiej dżungli. Trzepaków tam chyba nie mają. Ale blokowiska już tak.

Thomas Kuhn twierdził, że nauka rozwija się nie tylko stopniowo, ale przez rewolucje. Przez długi czas działamy w jednym...
11/03/2026

Thomas Kuhn twierdził, że nauka rozwija się nie tylko stopniowo, ale przez rewolucje. Przez długi czas działamy w jednym schemacie myślenia (paradygmacie). Jednak gdy pojawia się wystarczająco dużo „anomalii”, następuje moment przekroczenia masy krytycznej, i wtedy zmienia się cały sposób patrzenia na świat.

Ja to widzę bliżej niż w świecie nauki. Widzę to a soon codziennym życiu. Małe doświadczenia, pytania, wątpliwości, rozmowy… długo wydają się nie mieć wielkiego znaczenia. Aż nagle przychodzi moment, w którym wszystko się układa i zmieniamy paradygmat naszego myślenia. Ja na do mówię doświadczenie.

Zmiana nie wydaje mi się jakimś wielkim pojedynczym wydarzeniem. To bardziej suma małych impulsów, które w pewnym momencie przekraczają masę krytyczną.

Może i Ty jesteś w trakcie zbierania tych impulsów, a pewnie jesteś, skoro czytasz ten tekst, to znaczy że żyjesz. A jak żyjesz, to doświadczasz.
Dobrego najbliższego przekroczenia masy krytycznej więc życzę.

Poranek w tramwaju. W słuchawkach „Światła i ludzie” zespołu  „Chodzę po ulicach, a jestem niewidzialny.Chciałbym coś po...
10/03/2026

Poranek w tramwaju.
W słuchawkach „Światła i ludzie” zespołu

„Chodzę po ulicach, a jestem niewidzialny.
Chciałbym coś powiedzieć, a jestem niesłyszalny.”

I pewnie autor miał coś innego na myśli pisząc te piosenkę, ale mi do głowy przychodzi jedna myśl. Siedzę między obcymi ludźmi i myślę o tym, ile historii jedzie ze mną w tym wagonie.
Ktoś jedzie do pracy, ktoś po nieprzespanej nocy, ktoś po ważnej rozmowie, ktoś przed nią. Ktoś rozmawia (za głośno), ktoś kontempluje poranne słońce.

A ja? Trochę taki cichy obserwator. Trochę jak statysta w scenach do nie swojego filmu. Lubię patrzeć na ludzi i zastanawiać się, co dzieje się teraz w ich głowach. Jaką historię niosą dziś ze sobą.

Może to dziwne, ale w takich chwilach czuję, że wszyscy jesteśmy w tej samej opowieści, tylko trochę każdy w innym rozdziale. Pytanie tylko czy to kryminał, dramat, harlequin, amorze powieść przygodowa?

Posłuchajcie sobie Dorosłych, przyjemnie śpiewają.

Pele-mele. Co to właściwie jest?Jak usłyszałem w dzisiejszej audycji w Radiu 357 - to nie tylko nowa płyta zespołu  , al...
09/03/2026

Pele-mele. Co to właściwie jest?

Jak usłyszałem w dzisiejszej audycji w Radiu 357 - to nie tylko nowa płyta zespołu , ale też coś znacznie bardziej nostalgicznego. W Krakowie i okolicach tak nazywa się… złote myśli zapisywane niegdyś w zeszytach szkolnych.

Pamiętacie je? Zeszyt krążący po klasie, pytania o ulubiony kolor, marzenia, pierwsze sympatie, co inni myślą o mnie, etc. I to czekanie na odpowiedzi od znajomych - trochę niecierpliwe, trochę ekscytujące. Teraz myślę, że też trochę odważne, bo przecież nie wiesz co zostanie wpisane w te zeszyty i zostanie w nich na lata.

W sumie było to jedno z pierwszych spotkań z feedbackiem w życiu. Tylko w wersji dziecięcej i zdecydowanie przyjemniejszej.

A może macie jakieś fajne wspomnienia z pele-mele?

i dzięki za tę rozmowę. Przywołała wiele miłych chwil z dawnych lat.

A na zdjęciu hala wejściowa do . Robi wrażenie. Takie futurystyczni-brutalistyczne spojrzenie na dziś.

Życie to teatr?Po ostatniej wizyty w Operze Kameralnej pozostało mi jeszcze takie jedno przemyślenie. Otóż w teatrze na ...
08/03/2026

Życie to teatr?

Po ostatniej wizyty w Operze Kameralnej pozostało mi jeszcze takie jedno przemyślenie. Otóż w teatrze na jednej scenie gra wielu aktorów. Są blisko siebie, czasem niemal ramię w ramię. Jedni „szepczą”, inni - choć stoją obok - zachowują się tak, jakby nic nie słyszeli.

Widz wie, że to umowa. Konwencja. Mała iluzja, dzięki której powstaje historia odgrywana na jego oczach.

A potem wychodzę z teatru i myślę, że w życiu bywa podobnie.
Jesteśmy blisko siebie, a jednak często nie słyszymy tego, co mówią najbliżsi. Tylko, że tutaj już niekoniecznie gramy.

Czasem powodem jest to, że weszliśmy za mocno w rolę, albo odgrywaliśmy ją za długo i to co miało być konwencją na czas sztuki, stało się trwałą rzeczywistością.

Zdarza mi się słuchać arii operowych w pracy. Tak, żeby się skupić. Bo otwarte przestrzenie biurowe czasem wypełniamy ci...
06/03/2026

Zdarza mi się słuchać arii operowych w pracy.

Tak, żeby się skupić. Bo otwarte przestrzenie biurowe czasem wypełniamy ciekawymi rozmowami.

Wczoraj wieczorem byłem jednak w na „Cyruliku sewilskim”, gdzie oprócz słuchania, mogłem doświadczyć uczty dla oczu. Tak wybitnych (w najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu), strojów chyba nie widziałem na żadnej wcześniej widzianej sztuce. Z poczuciem humoru, a jednak z klasą.

Spektakl jest unowocześnioną wersją utworu Rossiniego. Towarzyszą mu wielokolorowe kostiumy, momentami wręcz szalone. Do tego świetna gra aktorska - szczególnie mimika i gibkość aktorów na scenie! Czasami wystarczył jeden grymas twarzy, żeby rozśmieszyć całą salę. No i te arie! Śpiewane w tak niesamowitych konfiguracjach choreograficznych! Majstersztyk.

Po takich historiach jak ta z Cyrulika, dochodzi do mnie jeszcze mocniej, że warto zawalczyć o miłość. Nawet kiedy wszystko wygląda na skomplikowane i beznadziejne. W końcu, jak śpiewają w finale tej opery: „Niech miłość i wieczna wierność królują między wami.” I życzę każdemu żeby miał w swoim życiu takiego pomocnego cyrulika Figaro, który pomoże kiedy trzeba.

Dzięki ekipie za tak dobrą sztukę, dającą wiele radości z oglądania, i podrzucającą wiele pomysłów do rozkminek.

Address

Shenzhen

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Jakublin fotografia w drodze posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Contact The Business

Send a message to Jakublin fotografia w drodze:

Share

Category

Jakublin Photography

Based in Poland | Asia lover | Photographer | Traveler | ✈️ 📷 🇵🇱 🇹🇼🇨🇳🇸🇬🇭🇰🇲🇴🇲🇾 @jakublin #jakublin

www.jakublin.pl