07/07/2017
Przez to, że cały dzień coś robiłem, moje ciało było bardzo zmęczone, ale umysł miałem podniecony i nie mogłem usnąć. W głowie czułem jakiś nieprzyjemny szum.
Kiedy tak leżałem, wstrzymując w ciemności oddech, otaczające mnie miasteczko rozpłynęło się. Domy się rozpadły, szyny przerdzewiały na wylot, a pola zarosły chwastami. W ten sposób miasto zakończyło swoją krótką, stuletnią historię i wtopiło się w ziemię.
Czas cofnął się, jak na filmie puszczonym od końca. Na równinie pojawiły się znowu jelenie, niedźwiedzie i wilki, niebo pociemniało od szarańczy, morze bambusowej trawy falowało na wietrze, a gęsty iglasty las przysłaniał słońce.
W ten sposób zniknęły wszystkie ludzkie przedsięwzięcia i zostały jedynie owce.
W ciemności jarzyły się ich źrenice. Było ich kilkadziesiąt tysięcy.
Ziemia wypełniła się odgłosami przeżuwania i uderzających o siebie zębów.
Gdy zegar wybił drugą, owce zniknęły.
Potem zasnąłem.