02/09/2026
Przypałętało się do nas w szpitalu jedno takie warzywo. Pomidor. 🍅
Przyszedł do nas kiedy Joachim był jeszcze unieruchomiony w łóżku w izolatce nr 2. Położył się obok głowy Joachima i tak sobie leżał ze ślepiami wbitymi w nasze nic nierozumiejące twarze. Patrzył się na nas, a My patrzyliśmy na niego. Badaliśmy się wzrokiem nie mogąc zrozumieć absurdu sytuacji, która rozgrywała się przed naszymi oczami. Na szpitalnym łóżku leżał nasz syn, który tylko dzięki dializom nie przeprawił się jeszcze przez Styks, a obok niego, w tym samym ciasnym łóżku - ON - 🍅.
Cały czerwony i dorodny. Powiedziałoby się, że idealny do sosu albo zupy, a on po prostu leży obok Jojo i tak sobie jest. Obejrzałem go z każdej strony, dotknąłem, powąchałem. Czysty, ładny Pomidor. Bez żadnych skaz, bez pleśni. Wolny od muszek i robaków. Jak świeżo zerwany z krzaka. Pachniał jeszcze szklarnią. Nowonarodzony.
Kładliśmy się spać i Pomidor tam był. Przy jego głowie.
Wstawaliśmy w nocy, Pomidor 🍅 leżał i chrapał obok głowy.
Pomidor patrzył jak karmimy Jojo, jak podajemy mu leki, jak myjemy mu głowę i zmieniamy opatrunki. Wszystko to co robiliśmy My, robił też ON, a w zasadzie uczestniczył w tym. Ten Pomidor.
Czuliśmy się nieco dziwnie w tej nowej sytuacji. Joachim i Pomidor. Zdarzały nam się już rzeczy bardzo osobliwe, spadały na nas katastrofy, ale też góry szczęścia. Nauczyliśmy się przyjmować życie takim jakie jest, nie oczekiwać niemożliwego i cieszyć się tym, co jest. Ale tego Pomidora nie wiedzieliśmy jak ugryźć.
Jojo wydobrzał i wróciliśmy z nim do domu. Właściwie to z nimi. Jojo i Pomidor. Leżeliśmy na sofce - Pomidor tam był. Szliśmy na górę, pomidor wturliwał się powolutku, schodek za schodkiem. Kładliśmy się do łóżka, szukał naszego ciepełka. Tak jak reszta rodzinki. Zaczynaliśmy przełamywać pierwsze lody i teraz 🍅 śmiał się, kiedy Joachim się śmiał.
Okazało się, że ma piękny śmiech. Beztroski, dziecięcy, pełen nieskrępowanej szczęśliwości. Śmiech, który sprawia, że zatrzymujesz się w miejscu. Patrzyliśmy na Jojo i Pomidora i płakaliśmy. Chyba ze szczęścia. Albo ze smutku, sami nie wiemy. Zaczęliśmy się przywiązywać do 🍅...
CIĄG DALSZY W PRZYPIĘTYM KOMENTARZU ⇩⇩⇩