04/11/2025
Wyprawa do pewnego magicznego miejsca pod Gdańskiem, czyli jak straciliśmy orientację, ale znaleźliśmy magię 😍🦄🐲🧜🧝♂️
Są takie dni, kiedy czujesz, że świat potrzebuje trochę więcej blasku, ale tego prawdziwego — takiego, co sprawia, że znowu czujesz się jak dziecko.
My znaleźliśmy go pewnego wieczoru, w miejscu, które podobno nie istnieje na mapach. A jednak świeciło, grało i pachniało przygodą…
W pewien chłodny, jesienny wieczór, gdy wiatr świszczał, my postanowiliśmy, że czas na coś więcej niż oglądanie bajek pod kocem i ruszyliśmy całą trójką — mama, tata i nasza córeczka — na podbój pewnego magicznego miejsca. Miejsca, o którym mówili, że świeci, błyszczy i że można tam zobaczyć cuda prosto z bajki.
Odwiedziliśmy Pruszcz Gdański, gdzie znajduje się największy Park Iluminacji na Pomorzu, a tam czekała nas przygoda z pewnym brodatym , nieco roztrzepanym panem Kleksem i jego bajkowym światem. Powrót do dzieciństwa i chęć pokazania tego wszystkiego co nas bawi i wzrusza naszej córeczce sprawiły, że żwawo ruszyliśmy w drogę :-)
Pierwsze wrażenie: WOW (i trochę „ale zimno!”)
Na miejscu przywitał nas las świateł. Tysiące lampek, świecących. Nasza córka od razu wyciągnęła rękę i zamarła, wpatrzona w migające kolory. Nic nie mówiła, ale jej oczy mówiły wszystko: „to jest najpiękniejsza rzecz na świecie”.
Wiedzieliśmy, że dla naszej małej to nie są zwykłe światełka — to cud, którego można dotknąć.
A Bella — nasza psia córeczka — też była zachwycona. Mogliśmy ją zabrać ze sobą, bo🐶miejsce okazało się przyjazne dla zwierząt, więc spokojnie mogła z nami spacerować między iluminacjami, merdając ogonem w rytm świateł. Wyglądała, jakby i ona próbowała znaleźć własną ścieżkę do Akademii Pana Kleksa. 🐾
Świat pełen dźwięków i przygód
W pewnym momencie natknęliśmy się na świecący samolot z pasem startowym. Wyglądał tak realistycznie, że tata pół żartem zapytał, czy nie da się nim wrócić do domu — bo pewnie byłoby szybciej niż przez korek🙃.
Zaraz obok — pociąg z buchającą parą, niczym z filmu. Para unosiła się w powietrzu, a córka wyciągała rączki, jakby chciała ją złapać.
Tuż obok znajdowała się podświetlona Akademia Pana Kleksa, w formie labiryntu, który zachęcał do odkrywania kolejnych zakamarków. Gdy się do niej weszło, rozbrzmiewała muzyka „Witajcie w naszej bajce”. Było to jak magiczne wprowadzenie w świat kolorów i dźwięków, który zaraz mieliśmy odkryć.
A potem dotarliśmy do Ogrodu Bajek, gdzie rozbrzmiewała muzyka "Na Wyspach Bergamutach". Były tam postacie z piosenki: kura-samograjka znosząca złote jajka🐔, mrówka 🐜niosąca osła , a na dębach rosły jabłka🍎🍏 w gronostajowych czapkach😉. W oddali można było dostrzec starego wieloryba w okularach🐳, a obok — łososie w pomidorowym sosie🐟🐠.
Nasza córeczka stała jak zaczarowana, obserwując każdą postać.
Były też różne instrumenty muzyczne, każdy z innym dźwiękiem, kiedy się go dotknęło. Gitara, bębny, trąbka… Córka stała pomiędzy nimi, poruszając się w rytm, jakby dyrygowała całą orkiestrą świateł🎸.
W tle słychać było znajome melodie — raz te z dawnej „Akademii Pana Kleksa”, które przywoływały nasze własne wspomnienia z dzieciństwa, a chwilę później motywy z nowej wersji filmu, pełne energii i nowoczesnego brzmienia.
Zaginiony guzik 😀😀😀
Po drodze natknęliśmy się też na podświetlony domek. Każdy go oglądał tylko z zewnątrz, a my odkryliśmy, że można tam spokojnie wejść i ...
I tam właśnie udało nam się znaleźć zaginiony guzik doktora Pajhiwo dla szpaka Mateusza WOW — mały, ale pełen magii akcent, który sprawił, że dzień stał się jeszcze bardziej wyjątkowy i poczuliśmy prawdziwy zew przygody🙃😄 🏠
Na końcu alejki unosił się ogromny balon, podświetlony od środka — jak księżyc gotowy do startu. Tylko mama chciała tam wejść, reszta wolała poczekać ;-)
Finał: cisza i magia
Gdy wychodziliśmy, światła jeszcze mrugały, jakby żegnały nas na dobranoc.
Córka, owinięta w koc, zasnęła w aucie po pięciu minutach — z delikatnym uśmiechem, który pojawia się tylko po bardzo dobrym dniu.
Czasem wystarczy trochę świateł, dźwięków i dziecięcego zachwytu, żeby przypomnieć sobie, że magia naprawdę istnieje. ✨
Tak właśnie znaleźliśmy nasz kawałek magii — pośród świateł, muzyki z „Akademii Pana Kleksa”, szczeknięć Belli i małych cudów, które tylko dziecko potrafi zauważyć.
A Wy? 🌟
Gdzie ostatnio udało Wam się znaleźć odrobinę magii — takiej prawdziwej, codziennej, tej, która nie potrzebuje zaklęć, żeby działała?