17/08/2026
Sesje rodzinne nie zawsze są takie proste na jakie wyglądają 🫢
Zawsze wzdychamy do tych pięknych kadrów, gdzie dzieciaki są czyste, ubrane w jasne ciuchy, mają piękne, wysprzątane pokoje i uśmiechniętych rodziców. A patrząc wystarczająco długo możemy poczuć zapach świeżo upieczonego ciasta przed ekran telefonu.
Nie mówię, że nie ma takich domów, takich dzieci, czy takich rodziców… ALE. Przecież to ułamek życia, jakaś chwila z dnia, bardziej lub mniej zaaranżowana sytuacja.
Czasem to 10 zdjęć z 1000 na których maleństwo się uśmiecha. Czasem to kawałek jedynego wykończonego pomieszczenia w Waszym domu po przeprowadzce do nowego miejsca. Czasem to kadr złapany na wdechu, żeby nie rozpłakać się z bezsilności.
To wszystko jest absolutnie normalne, ludzkie i prawdziwe. To nie tak, że mój aparat ma jakieś magiczne funkcje i maluje świat na różowo. A SZKODA 😂
Zawsze mówię, że płyniemy z sytuacją, pracujemy z tym co mamy i tak też jest dobrze. Nigdy nie mogę obiecać, że sesja wyjdzie jak z pinteresta kiedy po 15 minutach każdy walczy o życie. Ale zawsze obiecuję, że to co my przeżywamy w środku tej sytuacji-nie zawsze musi mieć tak ogromny wpływ na efekt końcowy.
Czasem po prostu nie widać tego co działo się za kulisami (i o to chodzi) i mimo wielkiego strachu-jesteście miłe zaskoczeni. W pamięci pozostaje jedynie wspomnienie, które po tygodniu można już obrócić w żart o tym „jak było ciężko” ☺️
Pamiętajcie jednak, że ze zdjęciami jak z Instagramem - rzeczywistość vs to co oglądamy nie zawsze musi mieć wiele ze sobą wspólnego.
Dlatego warto jest też mówić, że nie zawsze jest łatwo-ale zawsze może się udać jeśli bardzo tego chcemy 🤍