31/07/2026
Trzeba przyznać, że w świecie owadów również sporo się ostatnio dzieje. Robi się coraz cieplej, globalne ocieplenie postępuje, nocy tropikalnych z roku na rok jest coraz więcej, a korzystają z tego ciepłolubne owady.
W moich rejonach jest to bardzo widoczne, zwłaszcza, jeśli ktoś interesuje się owadami. Nadobnik włoski, świerszcz południowy, modliszka, paź żeglarz... Nigdy ich u mnie nie było. O prostoskrzydłych w ekspansji też muszę kiedyś napisać, bo to bardzo ciekawa opowieść :D
Dziś na tapet wezmę wspomnianego przed chwilą pazia żeglarza. Piękny i ogromny motyl, gąsienice żerują głównie na tarninie, wybierają niżej położone, dobrze nasłonecznione listki, natomiast dorosłe motyle drugiego pokolenia często wybierają żmijowce.
W tym roku widziałem jednego pazia królowej, czyli statystycznie bardzo podobnie, jak w latach poprzednich. Pazia żeglarza widziałem już 6 razy, a przypomnę, że dwa lata temu u mnie ich w ogóle nie było. Wybierają bardzo dobrze nasłonecznione łąki, też kserotermiczne i psammofilne, i tam je właśnie spotykam.
Motyl na zdjęciach został przeze mnie odratowany, jeśli mogę to tak nazwać. Podążałem jezdnią, kątem oka zauważyłem dużego i białego motyla szybującego w stronę kałuży przy drodze, zatrzymałem się i zabrałem aparat, ale po dotarciu do motyla zorientowałem się, że ta latająca piękność nie próbuje nawet odlecieć. Mogłem go pogłaskać, a to zły znak. Wziąłem go do rąk i udałem się na pobliskie łąki, motyl w ogóle nie protestował. Zachęciłem go, żeby zszedł z mojej dłoni na kwiat, tam się zorientował, że ma pod nogami nektar, rozpoczął spożywanie, a po dłuższej chwili zaczął nieśmiało wzlatywać i siadać na kolejnych kwiatach.
Po piętnastu minutach obserwacji uznałem, że motyl już całkowicie doszedł do siebie, bo nie pozwalał się podejść na kilka metrów.