01/07/2021
🚴🇵🇱✌️ Rowerem Dookoła Polski
Etap 5 - Dzień 4
Jodłów - Burgrabice
(zapis trasy - Strava - komentarz)
Rano budzik zadzwonił przed 5 i to by było na tyle co zrobił mój telefon, bo po tym od razu się rozładował. Główny powerbank stracił energię dzień wcześniej, a kolejny okazał się fiaskiem w tej roli. Lecz dzisiaj pełna mobilizacja, bo wdrapuję się na najwyższą wysokość podczas tej części mojej podróży. Wgedlug przygotowanej mapy będzie to ok. 1400m.n.p.m.. A do tego telefon nie jest potrzebny. Jestem u bram Śnieżnickiego Parku Krajobrazowego, zatem pora zacząć. Na dzień dobry podjazd, dalej podjazd i jest tylko wyżej. Kilometry prawie wcale nie przybywają, ale cieszy to, że metry w górę ciągle rosną. Nie obyło się bez postoi na złapanie oddechu. Po pokonaniu kilkuset metrów w górę górska kamienista ścieżką zmienia się w szlak. Jest trudniej, ale to bardziej mobilizuje mnie, aby jechać już bez zatrzymywania się. Kolejnym bodźcem, aby unikać zatrzymywania się jest burza, która goni mnie od strony czeskiej. Zdobywam najwyższy punkt na trasie i zjeżdżam do schroniska "Na Śnieżniku". Pierwszym moim zamówieniem jest prośba o podładowanie moich urządzeń. W schronisku zaczyna się gromadzić spora liczba osób, gdyż o 11 ma się rozpętać burza i tak się stało. Ulewa intensywna, a w tym czasie kwaśnica i piwo oraz rozmowy w schronisku. Ulewa nie przechodzi, zatem na dokładkę deser w postaci szarlotki na ciepło z jagodami i bitą śmietaną. Rozmowy nie ustają, lecz ulewa też nie odpuszcza. Gdy jestem już najedzony, podobnie jak zestaw elektroniki, który wskazuje 100%, to pora na dalszą drogę. Szykuję się bez względu na pogodę, ale przestaje padać i rozpogadza się. Jadę, a właściwie zjeżdżam w pełnym skupieniu. Rozpędzony przejeżdżam przez Stronie Śląskie i ląduje w Lądku Zdrój. Od Lądka Zdrój do Złotego Stoku kolejna duża górka do pokonania. Tym razem asfaltową. Dużym szczęściem jest to, że droga jest zamknięta ze względu na prace remontowe. Oznacza to dla mnie mniejszy ruch na górskich serpentynach. Dookoła są ulokowane Singletracki Glacenis, gdzie spotkam Jacka i jego kolegę z Poznania. Jak się później okazuje, to w równym tempie pokonujemy nasz trasy, z tym że ja jadę asfaltem z sakwami, a oni na lekko singielka mi. Tradycyjnie 3 spotkanie skutkuje wymianą kontaktów. Jacek opowiada jak już 2 razy był na Camino rowerem. Kolejny dzień i kolejna osoba. Może to przeznaczenie z inspiracją na moja przyszłą podróż rowerową. Póki co kolejną górka strasznie mnie wymęczyła. W jednej z wiosek podsłuchuję w radiu ostrzeżenia meteorologiczne. Sprawdzam na telefonie i faktycznie w nocy ma być nieciekawie. Sprzęt się znów rozładowuje a mi marzy się kąpiel w łazience. Tyle argumentów na raz decyduje o tym, aby poszukać noclegu pod dachem. Trafiam na wspaniałą agroturystykę, gdzie oprócz łazienki, mogę wskoczyć na zachód słońca do basenu. Zostaję uroczony pyszną kolacją i zimnym piwem w miłym towarzystwie gospodarzy na koniec dnia. Z tego etapu nie ma dużo zdjęć na telefonie, ale są na aparacie całe szczęście.