28/08/2025
Po zmianie tła dostałem sporo pytań na priv, na zasadzie: "Ale osssso chozzzi...?". Wyjaśniam zatem:
Ten bolesny temat powracał już tutaj parę razy. Wszystko wynika z paru moich upierdliwych słabości, do których zaliczam m.in.:
- męczący perfekcjonizm
- chorobliwą ambicję
- profesjonalizm w trybie "nigdy nie odpuszczam!"
- miękkie serce
- przytłaczającą słabość do tzw. "płci pięknej"
- przytłaczająco większą przytłaczającą słabość do tzw. "płci pięknej" obdarzonej artystycznymi talentami najwyższych lotów
- naiwność i wiarę w ludzi
W efekcie od kilku lat daję się wkręcać w trudne, bardzo pracochłonne i czasochłonne zlecenia za tak żałosne grosze, że w niektórych sytuacjach muszę z własnej kieszeni dokładać czasami nawet więcej, niż dwu- lub trzykrotność proponowanej stawki, by ukończyć projekt w zadowalającym mnie choćby w podstawowym zakresie efekcie. Wszystko oczywiście ze świadomością, że tych dorzuconych od siebie pieniędzy nie odzyskam.
Nigdy nie było to dla mnie problemem, gdy pracowałem dla wspaniałych, utalentowanych osób pomieszkujących np. w kilkuosobowych grupkach w małym pokoju czynszowej kamienicy z pustą lodówką i toaletą na półpiętrze, które mimo własnych problemów i braku środków choćby na jedzenie robiły zrzutkę odkładając do słoika kasę przez parę miesięcy, by zapewnić mi choćby zwrot kosztów ❤ Gorzej, gdy znacznie mniejsze kwoty oferowały mi osoby z potężnych, wielopoziomowych willi z plazmami wielkości matejkowej "Bitwy pod Grunwaldem" na ścianach, ogrodem, basenem, przyległym lasem i garażami wielkości stodoły, wypełnionymi po brzegi stadkami wypasionych samochodów (nie pytajcie jakich - nie znam się 😃 ).
Oczywiście do nikogo nie mam absolutnie żadnych pretensji - z własnej, nieprzymuszonej woli zgadzałem się, biorę to na klatę, "mea maxima culpa", kto ma miękkie serce - musi mieć twardą dupę.
Sęk w tym, że przez ostatnich parę lat angażowałem się przede wszystkim w takie właśnie zlecenia, poświęcając masę cennego czasu i własnych środków finansowych, wpadając w bardzo nieciekawą sytuację, z której trudno mi się teraz wygrzebać.
Wprawdzie bez jedzenia da się niby kilka dni pracować, zapychając żołądek choćby wodą z kranu - gorzej robi się jednak, gdy odłączą tę wodę, a przy okazji też energię elektryczną: bez prądu montażu filmowego i efektów specjalnych zrobić się po prostu nie da, a takie ekstremalne sytuacje spotkały mnie w ostatnim czasie już dwa razy...
Sorki, że tak tu się bezwstydnie wywnętrzam, szmacę i obnażam, ale nie mam wyjścia - tym razem ostatecznie odcinam się od pracy za darmochę, co niestety dotyczy też np. konwentów: wybaczcie, ale zwrot za dojazdy i noclegi już nie wystarczą, zmuszony jestem doliczać choćby symboliczną rekompensatę za poświęcony czas. Wyjątkiem w tym wypadku jest jeden, jedyny konwent, który poza szalonym relaksem i odprężeniem w zacnym gronie zapewnia mi też whirlpool bath, saunę i darmowy bar, a ostatnio także... stiptease, więc u Was, Kochani, zawsze z radością się pojawię bez dodatkowych opłat - i Wy wiecie, że o Was tutaj piszę 😈😍
P.S.
Dosłownie parę godzin po zmianie tła na obrazek "No more freebies" napisała do mnie naprawdę wszechstronnie utalentowana, przepiękna młoda istota, którą od lat szczerze podziwiam i w sekrecie niezobowiązująco uwielbiam, z pytaniem o mozliwość realizacji teledysku, zakończonym tradycyjnym: "budżet jest niski" 🤣
Także ten...
Oczywiście, że się zgodziłem, bo to niestety ja, ale na (nie)szczęście ktoś-tam już znalazł kogoś innego do tej roboty 😜