11/08/2026
I stuknęło 30 tysięcy obserwujących stronę. Kiedyś miałbym przygotowany post tydzień wcześniej z zaplanowaną publikacją. Dziś robię to sporadycznie i spontanicznie...
Na wstępie chciałbym podziękować (bo tego chyba nigdy za wiele) wszystkim wspaniałym ludziom, którzy wspierali mnie w rozwoju pasji jak i oczywiście na drodze zawodowej przed i po tym jak spełniłem swoje marzenie z dzieciństwa czyli zostałem maszynistą.
Co prawda jubileusz 10 lat pracy na kolei zbliża się wielkimi krokami jednak dziś będzie bardziej "mikolsko".
Tak kiedyś wyglądały najlepsze imprezy kolejowe, tak wyglądały najpiękniejsze maszyny, które ja i chyba wiele innych osób zwyczajnie pokochało i tak wyglądały moje piękne, kolejowe czasy młodości, które wspominam ciesząc się bo dzięki niej poznałem tylu wspaniałych ludzi. Z niektórymi mam kontakt do dziś z innymi zaś kontakt się urwał (nigdy z mojej strony bo żebym ja kogoś wyrzucił ze znajomych lub zablokował musi się wydarzyć coś naprawdę wielkiego :)) ale niestety bycie na świeczniku, bycie ocenianym na każdym kroku czy co gorsza pomawianym o różne dziwne rzeczy w związku z prowadzeniem social mediów/pracą maszynisty ma zawsze swoje minusy i niektórym zawsze łatwiej jest urwać kontakt niż próbować zweryfikować niektóre informację. Oczywiście nie mam do nikogo żalu, dziękuję tym, którzy są ze mną do teraz i chciałbym życzyć wszystkiego dobrego wszystkim, których już ze mną nie ma, a mieliśmy okazję poznać się na imprezach kolejowych czy właśnie na drodze zawodowej.
Czy coś przyszło mi łatwo? Myślę, że nie. Do wszystkiego dochodziłem sam. Jak wielokrotnie wspominałem nie pochodziłem z kolejowej rodziny i nie miałem nikogo na kolei, kto mógłby poprowadzić mnie za rękę przez wiele spraw, a z perspektywy 10 lat pracy wiem, że takie osoby mają czasem nieco łatwiej. ;) Co mnie bolało i z czym było mi naprawdę trudno? Dość trudno to było biegać ze złamaną ręką gdy w pobliżu pojawiały się unikatowe (obecnie niektóre zezłomowane) maszyny i odbywały się niezapomniane imprezy kolejowe! Aż poczułem na nowo ten ból i piasek w gipsie gdy przechodziłem kolejową drogę krzyżową wchodząc na kolanach na szczyt góry podczas imprezy "Dolnośląskie Zakamarki". Jakby ktoś miał wymówkę, że nie może realizować pasji bo coś tam coś tam... pokażcie mu te zdjęcia może będą paliwem napędowym do działania.
Dziękuję, że jesteście i póki są siły oraz chęci jedziemy dalej.