10/08/2026
Głównym celem wyprawy w Alpy były koziorożce alpejskie. Z początku zakładałem, że spotkanie ich może w sezonie letnim graniczyć z cudem. W lecie ten gatunek trzyma się w najwyższych partiach gór ze względu na preferencyjne dla nich temperatury.
Przez 10 dni szukałem ich intensywnie, co drugi dzień wychodząc na wysokość minimum 2600m.
Bez skutku. W tym czasie zadowoliłem się fotografowaniem kozic i świstaków, które łatwo było spotkać nieco niżej, a jedno miejsce okazało się wręcz ich ostoją i spędziłem tam całe dwa dni fotografując wyłącznie świstaki.
Kiedy miałem już pożegnać się z marzeniami o koziorożcach czekał mnie jeszcze ostatni wypad w góry. Ostatnie miejsce, które oznaczyłem sobie na mapie jako potencjalnie idealne na spotkanie koziorożca. Poszedłem bez większych nadziei. Po 5 wyjściach w góry w ciągu 10 dni moje nogi błagały już o litość, ale nie po to jechałem 1400km żeby teraz się poddać. Na szczyt dotarłem na zachód bo to jedyny czas kiedy słońce jest tam obecne we w miarę sprzyjający sposób. Rozejrzałem się i… cisza. Pusto. No nic.. pozostało już obejrzeć zachód za szczytami i zejść na dół.
Ale gdy tylko słońce schowało się za szczytem, na horyzoncie zamajaczyła znajoma ze zdjęć sylwetka. Koziorożce czekały aż temperatura spadnie i postanowiły zejść właśnie tam gdzie na nie liczyłem. W lecie samce tworzą duże stada i często można spotkać wśród nich takie dojrzałe osobniki jak ten.