Fotografka góralskich wesel

Fotografka góralskich wesel Góry – one mają w sobie coś magicznego, coś, co trudno opisać słowami.

Nazywam się Dorota, jestem z Krakowa, a fotografia jest moją drogą do uchwycenia tego, co nieuchwytne, zatrzymania chwil, które znikają szybciej niż migawka aparatu.

💫 Kocham góry.Nie tylko za ich majestat, nie tylko za ciszę, która wypełnia duszę bardziej niż tysiące słów. Kocham je z...
10/06/2025

💫 Kocham góry.
Nie tylko za ich majestat, nie tylko za ciszę, która wypełnia duszę bardziej niż tysiące słów. Kocham je za prawdę, surowość i tę niewytłumaczalną magię, która sprawia, że człowiek czuje się mały, ale żywy.

📸 Kocham fotografię.
Bo daje mi to, czego słowa często nie potrafią – możliwość zatrzymania emocji. Uchwycenia momentu, który już nigdy się nie powtórzy. Migawka serca. Światło. Cień. Uśmiech. Łza. Wszystko, co prawdziwe, trafia przez obiektyw prosto do mojej duszy.

💍 A najbardziej kocham… ludzi.
Ich spojrzenia, ich miłość, ich historie zapisane w gestach. Szczególnie podczas góralskich wesel – tam, gdzie tradycja tańczy z nowoczesnością, gdzie śmiech miesza się z dźwiękiem skrzypiec, a serca biją mocniej.
Każde wesele to dla mnie opowieść – nie tylko o miłości dwojga, ale też o korzeniach, o rodzinie, o tym, co najważniejsze.

Być fotografką góralskich ślubów to jak być kronikarką piękna, które nie potrzebuje retuszu.
Z wdzięcznością noszę w sobie każdą chwilę, którą mogłam uwiecznić.
Każdy gest, każde spojrzenie, każdy pocałunek wśród szczytów i szeptów wiatru.

Dziękuję, że mogę być tam, gdzie ludzie kochają – i kochają się naprawdę.
🤍
Góry. Fotografia. Ludzie. Trzy moje miłości. Trzy prawdy. Trzy powody, dla których każdego dnia wstaję z pasją.

📷 „Cisza, która zatrzymała miłość”Dziś nie pokażę Wam ludzi.Dziś nie pokażę nawet kadru mojego autorstwa.To zdjęcie nie ...
19/05/2025

📷 „Cisza, która zatrzymała miłość”

Dziś nie pokażę Wam ludzi.
Dziś nie pokażę nawet kadru mojego autorstwa.
To zdjęcie nie jest moje.
Ale myśl — ta już tak.

Bo kiedy patrzę na ten mglisty pejzaż,
czuję, jak we mnie coś się zatrzymuje.
Jakby serce na chwilę przestało bić,
by posłuchać…
ciszy,
która opowiada historię,
jakiej nie da się uchwycić żadnym obiektywem.

W tych górach — w tych cichych strażnikach tajemnic —
kryje się wszystko, co tak często przemija:
dotyk, którego już nie ma,
głos, który został we wspomnieniu,
miłość, która nie wytrzymała czasu
albo wciąż trwa — cicho, niewidzialnie.

To nie jest fotografia ślubna,
ale przypomina mi o tym, dlaczego fotografuję miłość właśnie tutaj — w górach.
Bo tylko one potrafią unieść ciężar tego, co najważniejsze.
Tylko one nie pytają.
Przyjmują wszystko.
Łzy, śmiech, milczenie.

Moje kadry zazwyczaj pełne są emocji wypowiedzianych oczami zakochanych.
Ale dziś – tylko myśl.
Bez twarzy, bez sukni, bez dłoni splecionych w ślubnym geście.
Dziś – mgła.
I moje wnętrze, które grzmi, choć świat naokoło milczy.



dorotakielkucka.pl/gallery/jm

Z pozoru to tylko dłonie.Ale ja wiem, że w takich chwilach kryje się cała opowieść — o zaufaniu, o wspólnym „tak”, o odw...
17/05/2025

Z pozoru to tylko dłonie.

Ale ja wiem, że w takich chwilach kryje się cała opowieść — o zaufaniu, o wspólnym „tak”, o odwadze, by iść razem przez życie. Bez spektakularnych póz, bez przesady. Tylko gest. Cichy, ale pewny. I tak prawdziwy.

Uwielbiam fotografować góralskie śluby. Mają w sobie surową szczerość, piękno tradycji i emocje, których nie trzeba krzyczeć, by były słyszalne. Czasem wystarczy taki właśnie moment – kiedy jedno z nich delikatnie ściska drugie za rękę – i wiem, że to ujęcie zostanie z nimi na zawsze.

To właśnie dla takich chwil trzymam aparat.
I dla takich ludzi warto być tam – tuż obok – z sercem otwartym i obiektywem czujnym.



dorotakielkucka.pl/gallery/jm

Czasem robię zdjęcie… i sama zapominam oddychać.Bo nie wszystko da się uchwycić obiektywem.Niektóre miejsca mają duszę.T...
17/05/2025

Czasem robię zdjęcie… i sama zapominam oddychać.

Bo nie wszystko da się uchwycić obiektywem.
Niektóre miejsca mają duszę.
Tu – w drewnie, w ciszy, w krzyżu, który spogląda z góry – czuć, że to nie tylko świątynia.
To serce. To przysięga. To początek czegoś większego niż słowa „tak”.

Gdy fotografuję góralskie śluby, często właśnie takie kadry zostają ze mną najdłużej.
Nie pozowane. Nie krzykliwe.
Tylko prawdziwe. W „Imię Pana” – jak mówi ta belka.

I może właśnie dlatego tak kocham tę pracę.
Bo mam szczęście być świadkiem… nie tylko miłości między dwojgiem ludzi,
ale też tej najstarszej, najgłębszej Miłości – która błogosławi z wysokości.

Czujecie to?

📸 Z serca, z gór, z wdzięcznością za każdy taki kadr.



dorotakielkucka.pl/gallery/jm

Na tej fotografii zapisany jest moment, w którym dziecięca niewinność spotyka się z odwiecznym rytuałem miłości i tradyc...
16/05/2025

Na tej fotografii zapisany jest moment, w którym dziecięca niewinność spotyka się z odwiecznym rytuałem miłości i tradycji. Mały chłopiec, ubrany w strój góralski z haftowanymi różami, trzyma w rączkach miseczkę pełną kwiatów - z obrączkami.

W jego oczach widać zaciekawienie, a w tym prostym geście kryje się cała przyszłość, czysta jak jego spojrzenie. Dziewczyna, która go trzyma, jest jak opiekunka tego symbolu – starsza, spokojniejsza, wtulona w chwilę.

To zdjęcie mówi o tym, że nawet najmłodsze dłonie potrafią nieść wielkie znaczenia. To dzieci, często nieświadomie, wnoszą na ślub miłość w najczystszej postaci — tę nieobciążoną przeszłością, tę, która wierzy w przyszłość. A ich obecność podczas tego dnia to błogosławieństwo ciszy, szczerości i nowego początku.

❤️ Bo miłość to nie tylko słowa – to gesty, spojrzenia i małe rączki trzymające wielkie symbole.



fotografia: Dorota Kiełkucka
dorotakielkucka.pl/gallery/jm

„Przed Bogiem, w drewnie i ciszy”W drewnie zaklęta cisza śpiewa,a podhalański kościół oddycha wiecznością.Oni — na kolan...
16/05/2025

„Przed Bogiem, w drewnie i ciszy”

W drewnie zaklęta cisza śpiewa,
a podhalański kościół oddycha wiecznością.
Oni — na kolanach, obleczeni tradycją,
z duszami drżącymi jak struny pod palcami losu.

Ona — jak polna lilia, spleciona w hafty,
z sercem bijącym echem górskiej pieśni.
On — twardy jak smrek, a jednak miękki w spojrzeniu,
z modlitwą w dłoniach i wiarą w sercu.

Jeszcze chwilę —
i wypowiedzą się słowa, co zmieniają imię duszy.
Jeszcze moment —
a świat przestanie być „ja” i „ty”, a stanie się „my”.

Ich oddechy splatają się jak warkocze wiatru,
ich ślubna obietnica rośnie wśród desek ołtarza,
jakby sam Bóg wyciągał dłonie
i szeptał: „Niech tak będzie”.

To nie tylko ceremonia,
to nie tylko ślub.
To święto krwi, ziemi i miłości,
co ma smak oscypka i echo dzwonów.

Na tle ikon, białych kwiatów i światła świecy
rodzi się coś więcej niż związek —
rodzi się droga, którą pójdą,
z różańcem w dłoni i słońcem w oczach.

A kiedy powstaną z klęczek,
świat już będzie inny —
bardziej ich.
Bardziej wieczny.

wiersz: Angelika Fiori - fotografia: Dorota Kiełkucka

dorotakielkucka.pl/gallery/jm

📸 Magia Góralskiego Ślubu - tam, gdzie tradycja spotyka sacrum ⛰️💍Są takie chwile, których nie da się opowiedzieć słowam...
16/05/2025

📸 Magia Góralskiego Ślubu
- tam, gdzie tradycja spotyka sacrum ⛰️💍

Są takie chwile, których nie da się opowiedzieć słowami — trzeba je uchwycić sercem i światłem. I właśnie tym jest fotografia góralska. Pełna godności, koloru, emocji i ducha miejsca, które od pokoleń niesie w sobie siłę korzeni.

Na tym ujęciu zatrzymany został moment, który trwa wiecznością. Ślub w drewnianym kościele, przesiąkniętym modlitwą, ciszą i zapachem historii. Pary w tradycyjnych strojach, których każdy haft opowiada legendę. Tło stanowią święte witraże i rzeźbione ołtarze, a z przodu — bukiet i kapelusz, które czekają, by towarzyszyć młodym w dalszej drodze.

To nie jest zwykłe zdjęcie. To opowieść. To szacunek do dziedzictwa. To emocje, które nie potrzebują słów.

Jeśli marzysz o tym, by Twoje najpiękniejsze chwile zostały ujęte w taki sposób — naturalnie, wzruszająco i z sercem bijącym w rytmie gór — to fotografia góralska jest odpowiedzią.
Niech każde zdjęcie będzie opowieścią, która przetrwa pokolenia.

📷

dorotakielkucka.pl/gallery/jm

Orszak, który mówi więcej niż słowa. Konie, które niosą tradycję.Są takie momenty, kiedy Podhale zdaje się nie należeć d...
10/05/2025

Orszak, który mówi więcej niż słowa. Konie, które niosą tradycję.

Są takie momenty, kiedy Podhale zdaje się nie należeć do XXI wieku. Kiedy czas się zawiesza między dźwiękiem kopyt a zapachem świeżo wypolerowanego siodła. Gdy rozbrzmiewa śpiew, a bryczki zaczynają sunąć przez wieś – wiadomo: rusza orszak weselny. I choć dziś coraz częściej wybiera się limuzyny, w góralskiej tradycji to koń – nie samochód – wiedzie młodych do ślubu.

„To nie tylko środek transportu. Koń to duma. To symbol godności, siły, i szacunku do przeszłości. Gdy siadam na siodło w cuchu po dziadku, czuję, że nie jestem sam – mówi jeden z pytacy, Andrzej, który od lat prowadzi weselne orszaki w okolicach Bukowiny.”

Orszak konny na góralskim weselu to coś więcej niż widowisko. To rytuał. Najpierw wyprowadzenie – panna młoda żegna dom rodzinny w towarzystwie drużbów, pan młody z druhnami czeka na swoją drogę. Oboje ruszają w oddzielnych powozach, pięknie przystrojonych, często w kolorowe kwiaty z bibuły, tasiemki i święcone zioła. Na czele orszaku – pytace, czyli czarni drużbowie. Ich czarne cuchy kontrastują z wielobarwnymi wstęgami powiewającymi z ramion i kapeluszy.

„Jest ustalony porządek. Pytace jadą na koniach przed wszystkimi, czuwają, pilnują tempa. Potem bryczki – najpierw pan młody, potem panna młoda, dalej rodzina i goście. Wszystko jak trzeba. Jak od wieków” – dodaje Józek, pytac z Kościeliska.

W tej ciszy między kopytami a skrzypieniem kół, rozgrywa się coś wzniosłego. Mieszkańcy wsi wychodzą przed domy, dzieci machają, starsi błogosławią znakiem krzyża. To moment wspólnoty. Wesele nie jest prywatnym świętem – to wydarzenie dla całej lokalnej społeczności.

Kościół staje się przystanią. Tam – po ceremonii – zmienia się wszystko. Młodzi wracają już razem, w jednej bryczce. To symboliczne połączenie dróg i losów. Orszak nie tylko ich wiezie – on ich ogłasza światu.

„Wracają razem, otoczeni śpiewem, wiwatami i biciem dzwonów. To najpiękniejszy moment. W oczach ludzi jest duma, że znów coś się zachowało – że ta tradycja żyje” – mówi pani Maria, wiekowa gospodyni z Białki Tatrzańskiej.

Fotografując te chwile, czuję jakby koński zaprzęg niósł nie tylko ludzi, ale i ducha przodków. W dźwięku dzwoneczków, w wianku pochylonym na czole panny młodej, w spojrzeniu pytaca – jest coś, co nie da się kupić, zainscenizować, odtworzyć.

To prawda góralska – silna, dumna, nieprzejednana.

I choć po weselu opadają emocje, choć wraca się do codzienności, to orszak konny zostaje. W pamięci, w zdjęciach, w opowieściach. Bo kto raz go widział, ten już wie: to nie folklor. To życie – w najczystszej formie.



tekst i fotografie : Dorota Kiełkucka

dorotakielkucka.pl/gallery/jm

WyprowadzenieTo nie zwykły moment.To pęknięcie czasu.To wyprowadzenie nie tylko dziewczyny, lecz całego rodu – z dzieciń...
10/05/2025

Wyprowadzenie

To nie zwykły moment.
To pęknięcie czasu.
To wyprowadzenie nie tylko dziewczyny, lecz całego rodu – z dzieciństwa ku kobiecości, z beztroski ku odpowiedzialności, z imienia nadanego przez ojca ku nazwisku, które teraz wybrzmiewać będzie obok męskiego.

Na góralskim weselu wyprowadzanie panny młodej to nie detal – to misterium. Ostatni oddech starego życia. Dom, w którym uczyła się chleba, tańca i milczenia, oddaje ją w ręce przyszłości. Nie ma tu łatwych wzruszeń – jest ciężar. Matka splata dłonie, ojciec spuszcza wzrok. Siostry kradną spojrzenia, jakby chciały jeszcze coś zachować, jeszcze coś powiedzieć, zanim cisza stanie się przeszłością.

Panna młoda nie kroczy. Ona wypływa – jak rzeka z górskiego źródła, niepewna, silna, prowadzona przez dźwięk gęśli i mocne ramiona braci lub drużbów. Idzie wśród śpiewu, ale to nie śpiew radości. To pieśń rozstania, pieśń pamięci.

W jej oczach – coś, czego nie da się sfotografować. Tęsknota za tym, co jeszcze nie odeszło, i strach przed tym, co dopiero się stanie. A jednak idzie. Jak kobiety przed nią, jak córki, które zamieniają się w matki, nie pytając, czy są gotowe.

Każdy krok panny młodej to akt odwagi. Każde skinienie głową – zgoda na tajemnicę. A każdy kadr z tego momentu – nie jest zdjęciem. Jest świadectwem.

Bo wyprowadzenie to nie tylko przejście przez próg. To przejście przez siebie.

I choć aparatem mogę zatrzymać ułamek tej chwili, prawdziwe piękno pozostaje tam, gdzie nie sięga żadna technologia – w duszy gór, w drżeniu ręki matki, w milczeniu ojca, w wianku, który zaraz zostanie zdjęty.

A potem… wszystko się zaczyna od nowa.
Ale już inaczej.



tekst i fotografie: Dorota Kiełkucka

Woźnica czasu, cień rytuałuNie każda droga jest prosta, nie każda prowadzi ku nowemu. Czasem droga wiedzie ku korzeniom,...
10/05/2025

Woźnica czasu, cień rytuału

Nie każda droga jest prosta, nie każda prowadzi ku nowemu. Czasem droga wiedzie ku korzeniom, zakręca wokół pieśni niepisanych, wokół krzyżówek losów i ślubów złożonych nie ludziom – lecz przodkom. Góralskie wesele to nie uroczystość – to misterium. A ja, z aparatem na ramieniu, jestem nie gościem, a niemym szeptem zapisującym to, co ulotne.

I oto on – woźnica. Nie bohater, nie świadek. Strażnik. Zaklęty między końskimi lejcami a drżeniem ziemi pod kołami bryczki. Jego milczenie mówi więcej niż sto toastów. Twarz poorana wiatrem i pamięcią, dłonie – zgrubiałe od prowadzenia losów, nie zwierząt. On wie, że nikt nie odjeżdża z takiego wesela bez bagażu – bo duchy tańczą tu z ludźmi, a miłość jest nie dekoracją, lecz ogniem.

Moja fotografia nie jest o pięknie. Jest o prawdzie, którą trudno unieść. W czerni tej bryczki – cień żałoby, w kopytach koni – echo pradawnych obrzędów. Woźnica nie wozi ludzi, lecz symbole. On wiezie parę młodą ku wieczności, a mnie – ku zrozumieniu.

Uchwycić taki moment to nie kliknięcie. To ukłon. Przed przeszłością, która nie odeszła. Przed językiem, który śpiewa w oczach babek. Przed chustą zawiązaną tak, jak zawiązuje się przysięgę.

Góralskie wesele nie zaczyna się o świcie – ono zaczyna się wieki temu. I trwa. Przez dłonie, pieśni, krzyże na piersi. A ja? Ja tylko zbieram okruchy tej ciągłości. I kiedy patrzę na woźnicę – wiem, że jego milczenie sfotografowało mnie.



tekst i fotografia: Dorota Kiełkucka

Nie tylko obiektyw, ale serceFotografowanie góralskich wesel to nie reportaż – to podróż do innego świata. Świata, w któ...
10/05/2025

Nie tylko obiektyw, ale serce

Fotografowanie góralskich wesel to nie reportaż – to podróż do innego świata. Świata, w którym tradycja tańczy z emocją, a każdy gest i spojrzenie mają swoją wagę. Tu nic nie jest przypadkowe. A już na pewno nie ten moment, który uchwyciłam – woźnica siedzący na bryczce, zamyślony, spokojny, jakby strzegł tajemnicy sprzed wieków.

Na takich weselach czas zwalnia. Pachnie dymem z ogniska i świeżością górskiego powietrza, dźwięki skrzypiec mieszają się z dziecięcym śmiechem, a miłość – ta prawdziwa, niecukrowana – kryje się w spojrzeniach pary młodej, w uścisku dłoni, w łzie babci. I w postaci tego woźnicy, który niby tylko wiezie gości, ale tak naprawdę prowadzi cały rytuał przez przestrzeń między sacrum a codziennością.

Uwielbiam fotografować te momenty. Nie reżyseruję ich. Pozwalam, by się wydarzały, a ja po prostu – jestem. W ciszy, w skupieniu, z pokorą wobec tej surowej, pięknej tradycji. Czasem nie trzeba tysiąca zdjęć. Wystarczy jedno, w którym odbija się cała historia. Jak to z woźnicą. Z jego twarzy można wyczytać pogodę, wiek, zmęczenie, dumę i spokój. Bryczka to nie tylko środek transportu – to wehikuł między pokoleniami. Ilekroć naciskam migawkę, wiem, że zatrzymuję coś więcej niż obraz. Zatrzymuję prawdę.

Fotografia ślubna w stylu góralskim to dla mnie nie praca. To opowieść. Szorstka i czuła zarazem. A woźnica? On jakby wie wszystko – o tym, skąd przyszliśmy i dokąd zmierzamy. A ja tylko próbuję za nim nadążyć. Z aparatem. Z sercem.



tekst i fotografia: Dorota Kiełkucka

„Pocałunek, który nie zna ciszy”W białym huku weselnego światła,ona trzyma jego twarz jakby chciała ją zatrzymaćna wiecz...
10/05/2025

„Pocałunek, który nie zna ciszy”

W białym huku weselnego światła,
ona trzyma jego twarz jakby chciała ją zatrzymać
na wieczność — jakby jego szczęka była klamką
do raju.

Język ich serc mówił bez słów,
a palce mówiły głośniej niż wszyscy goście razem —
tam, gdzie usta nie śmiały,
tam dłoń krzyczała: „nie oddam cię nikomu,
nawet sobie samej.”

Kiedy kochasz tak mocno,
światło gubi się w oczach innych.
Oni stoją, patrzą,
a przecież nie widzą nic.
Bo to, co najprawdziwsze,
nie potrzebuje wzroku.
Potrzebuje płomienia.

A ona płonęła.
On był podpalaczem,
ona była krainą, która krzyczała
„więcej, mocniej, teraz!”
Nie przyszli tu tańczyć.
Przyszli się spalić.

Miłość to nie różowy wierszyk.
To nie kwiatek.
To nóż.
To łkanie między żebrami,
gdy trzymasz kogoś tak blisko, że czujesz
jego poprzednie życia.

Zakochanie —
to obsesja, która ma rytm.
Pragnienie —
to tłum na weselu twojej skóry,
każdy dotyk to toast,
każde muśnięcie to nowa pieśń ciała.

Ona nie całuje go tylko w usta.
Całuje go w jego milczenie,
w jego nieumiejętność powiedzenia „kocham”.
I robi to tak mocno, że
wszystkie poprzednie kobiety
znikają z jego ciała.

Gdy patrzysz na nich,
nie widzisz zakochanych.
Widzisz wojnę.
Widzisz pokój po wojnie.
Widzisz dwoje ludzi,
którzy przestali być ludźmi.

Bo zakochanie to nie bajka.
To wilk w białej sukni.
To echo serca, które nie chce być cicho.
To wrzask, który wygląda jak pocałunek.

Nie pytaj ich o uczucia.
Popatrz na ich ręce.
Tam wszystko krzyczy.

A ty?
Ty, który patrzysz z boku —
czy odważysz się kochać tak,
jakby świat miał jutro eksplodować?

Czy pocałujesz kogoś tak,
że cały wszechświat stanie się dekoracją?

fot. Dorota Kiełkucka

Podziękowanie za wiersz interpretacyjny dla Angeliki Fiori

Adres

Kraków

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Fotografka góralskich wesel umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Kategoria