04/09/2026
Wyszedłem spod prysznica.
Włosy miałem jeszcze mokre i rozpuszczone. Od wilgoci zaczęły się naturalnie, lekko kręcić. Stanąłem przed lustrem, żeby jak zwykle je związać.
Wziąłem aparat, żeby zrobić kilka zdjęć długości włosów — na pamiątkę, zanim znowu je skrócę.
Chwyciłem aparat i wtedy moja ręka ułożyła się dokładnie jak na znanym portrecie Dürera.
Zawsze myślałem, że to portret Chrystusa. (To chyba nie przypadek.)
Musiałem sprawdzić dwa razy. To autoportret Dürera w wieku 28 lat, który powstał ponad pięćset lat temu.
Jestem trochę starszy. Miesiąc temu miałem urodziny.
Czy naprawdę aż tyle się zmieniło? Zamiast obrazu — fotografia. Zamiast pędzla — aparat. Współczesne narzędzie w ręku, stare lustro, sweter ze sztucznym futerkiem od J., no ja, dzisiejszy człowiek.
Ale czy ja to jeszcze ja? Czy to ja patrzę na siebie, czy na Dürera? Na Chrystusa? Na kogoś, sam sobie wymyśliłem? Żart to? Czy przypadek?
A może jakaś uniwersalna historia, która właśnie na chwilę powtórzyła się po ponad pięciuset latach?
I może autoportret nigdy nie jest tylko opowieścią o tym, jak wyglądamy. Może jest próbą odpowiedzi na pytanie, kogo widzimy, kiedy patrzymy na siebie.
Czy za pięćset lat ktoś zobaczy ten portret i też coś sobie pomyśli?
Resztę chyba widać na zdjęciu:
Michael Korta Bochnensis
ipsum me propriis sic effingebam artibus,
aetatis anno L.
Pinakotheken