17/05/2026
W styczniu 2026 roku minęło dokładnie 10 lat od momentu, gdy rozpoczęłam prowadzenie tego profilu. Trudno uwierzyć, jak szybko minęła ta dekada - pełna fotografii, historii, sentymentalnych miejsc i niekończących się spacerów z aparatem przewieszonym przez ramię.
Swoją działalność rozpoczęłam jako „Flaneuse de Łódź”. Flâneur - lub w żeńskiej formie flâneuse - to ktoś, kto wędruje bez pośpiechu, obserwuje miasto, chłonie jego atmosferę, dostrzega detale niewidoczne dla innych. To miejski spacerowicz, trochę obserwator, trochę kronikarz codzienności. I właśnie taka była moja droga od samego początku - intuicyjna, pełna zachwytu nad miejscami zapomnianymi, nieoczywistymi i ważnymi.
Tak naprawdę jednak moja przygoda z historią, odwiedzaniem miejsc zapomnianych i flanerowaniem rozpoczęła się znacznie wcześniej - miałam wtedy zaledwie 12 lat. To właśnie mój ukochany Dziadziuś zabrał mnie na jedną z pierwszych sentymentalnych wycieczek do Łodzi. Oczywiście miałam wtedy ze sobą aparat - i chyba już wtedy było wiadomo, że fotografia stanie się dla mnie czymś znacznie więcej niż tylko hobby.
Tamtego dnia uwieczniłam wiele miejsc, które dziś już nie istnieją lub wyglądają zupełnie inaczej. Między innymi stare kamienice znajdujące się w miejscu obecnego Ogrodowa Office czy opuszczoną i zaniedbaną krańcówkę przy ulicy Północnej - miejsce przecież tak ważne dla nas, Aleksandrowian. Każde zdjęcie było wtedy nie tylko próbą zatrzymania chwili, ale także zapisem opowieści mojego Dziadka, który podczas tych spacerów z niezwykłą czułością próbował nakreślić klimat dawnych czasów.
To właśnie wtedy nauczyłam się patrzeć na miasto inaczej - zwyczajnie zaczęłam dostrzegać jego historię. I myślę, że właśnie od tamtego momentu wszystko tak naprawdę się zaczęło.
Zawsze byłam fotografem, który najbardziej lubił uwieczniać historię na zdjęciach. Historię zamkniętą w murach, podwórkach, ruinach, cmentarzach, starych fabrykach i w śladach ludzkiej obecności. Na profilu można odnaleźć między innymi fotorelacje z dworu w Woli Grzymkowej, opuszczonej - jeszcze wtedy - elektrowni Karola Scheiblera w Łodzi, opuszczonej fabryki Szmula Jarocińskiego, opuszczonego więzienia w Łęczycy, opuszczonych kościołów, klimatycznych podwórek, miejsc ważnych i sentymentalnych, okolicznych cmentarzy oraz zwykłego szlajania się po mieście z aparatem.
Pierwszy post dotyczący gminy Aleksandrów pojawił się na początku 2017 roku. Była to fotorelacja z pięknego dworu rodziny Wężyków w Bełdowie - miejsca, które do dziś wspominam z ogromnym sentymentem. Wtedy jeszcze nie przypuszczałam, że lokalna historia stanie się tak ważną częścią mojej codzienności.
W międzyczasie nawet moje zainteresowania naukowe zaczęły coraz mocniej skupiać się wokół fotografii i historii. Napisałam pracę magisterską pod tytułem „Fotografia urban exploration - sztuka czy dokumentacja”, w której pochyliłam się nad fotografią opuszczonych miejsc, próbując odpowiedzieć sobie na pytanie, gdzie kończy się estetyka, a zaczyna dokumentowanie historii i pamięci o miejscach znikających z krajobrazu.
Rok temu obroniłam również studia z zarządzania kulturą. Tym razem skupiłam się na zarządzaniu dziedzictwem kulturowym, a dokładniej - na zarządzaniu archiwum społecznym. Był to dla mnie bardzo ważny etap, ponieważ uświadomił mi, jak ogromne znaczenie mają lokalne historie, prywatne fotografie, wspomnienia i oddolne dokumentowanie przeszłości.
Później rozpoczęłam swój autorski projekt „Zapach PRL-u”, połączony z autorską wystawą „Sentymenty”. W projekcie poszukiwałam elementów PRL-u, które do dziś pozostały częścią miejskiej tkanki naszej najbliższej okolicy. Tworzyłam także niewielkie „scenki” z wykorzystaniem kolekcjonerskich artefaktów - przedmiotów, które kiedyś były zwyczajne, a dziś stały się kapsułami pamięci.
W międzyczasie udało mi się napisać kilka recenzji filmów inspirowanych PRL-em oraz tekstów poświęconych wystawom, które odwiedzałam - między innymi wybitnego Chrisa Niedenthala czy ekspozycjom prezentowanym w Stoczni Gdańskiej.
Od 2022 roku coraz śmielej zaczęłam określać siebie lokalną archiwistką. Kimś, kto nie tylko fotografuje miejsca, ale także próbuje ocalić od zapomnienia historie - te lokalne, rodzinne, małe i pozornie nieistotne. Bo właśnie w nich najczęściej ukryta jest prawdziwa pamięć o dawnym świecie.
I choć minęło już 10 lat, absolutnie nie zwalniam tempa. 🤍
Dziękuję Wam za tak ciepły, pozytywny odbiór mojej pracy, za każdą wiadomość, komentarz i wspólne wspominanie miejsc, których często już nie ma lub niebawem znikną. To właśnie dzięki Wam mam jeszcze większą motywację, by nadal dokumentować, szukać, opowiadać i archiwizować.
A przede mną jeszcze naprawdę wiele. W moim prywatnym archiwum czeka mnóstwo gotowych, bardzo intrygujących treści, niepublikowanych fotografii, historii i miejsc, do których będziemy wracać razem. I mam nadzieję, że ta sentymentalna podróż potrwa jeszcze długo. 📷
*Wszystkie fotografie zamieszczone w poście są mojego autorstwa. Najstarsze zdjęcie z kolażu ma 18 lat.
Od góry:
- Tramwaj nr 46 przy ulicy Wschodniej, 2011 rok.
- Wnętrze dworu Wężyków w Bełdowie, 2017 rok.
- Łódzka "studnia" na ulicy Piotrkowskiej, 2017 rok.
- Krzesło z godłem - wnętrze elektrowni Karola Scheiblera w Łodzi, 2019 rok.
- Waga z Lubelskiej Fabryki Wag, opuszczona fabryka Szmula Jarocińskiego w Łodzi, 2017 rok.
- Opuszczona Kamienica na rogu Zachodniej i Ogrodowej, obecnie w tym miejscu jest Ogrodowa Office, 2008 rok.
- Opuszczone więzienie w Łęczycy, 2018 rok.
- Kadr z projektu Zapach PRL-u, 2020 rok.
- Zdjęcie z oknami - wnętrze kamienicy na Piotrkowskiej w Łodzi, 2018 rok.
- Opuszczony kościół w województwie wielkopolskim, 2018 rok.