Zapach historii - lokalna archiwistka Karina Lisiecka

Zapach historii - lokalna archiwistka Karina Lisiecka Fotografka, filmoznawczyni, scenarzystka oraz kulturoznawczyni. Autorka fotograficznego projektu "Sentymenty". Lokalna oraz rodzinna archiwistka.

Piszę głównie o gminie Aleksandrów Łódzki, gminie Dalików, gminie Wartkowice oraz Łodzi i Zgierzu.

ARCHIWUM WŁODZIMIERZA PFEIFFERA Archiwum Włodzimierza Pfeiffera potrafi uzależnić. Dlatego dzisiaj obiecany kolejny powr...
31/05/2026

ARCHIWUM WŁODZIMIERZA PFEIFFERA

Archiwum Włodzimierza Pfeiffera potrafi uzależnić. Dlatego dzisiaj obiecany kolejny powrót do przedwojennej Łodzi. Tak, jak wspominałam w pierwszym poście z archiwum - Pfeiffer kochał Łódź, był dokumentalistą, chwytającym na gorąco życie wielkiego miasta.

Wasze ogromne zainteresowanie poprzednimi wpisami z tej serii udowadnia, jak bardzo lubicie archiwalne zdjęcia z Łodzi. Dziś przenosimy się dokładnie do 1938 roku, a naszym dzisiejszym przystankiem jest Plac Wolności.

Pfeiffer miał niesamowite oko do miejskiego zgiełku. Na jego zdjęciach nie ma sztywnych, pocztówkowych poz. Jest za to żywe miasto i ludzie zatrzymani w kadrze tuż przed dramatem II wojny światowej. Nie wiem jak Was, ale mnie bardzo wzruszają te fotografie, łapią za serce i wywołują jakąś tęsknotę. Trzeba przyznać, że było pięknie!

Które z detali na zdjęciach Pfeiffera przykuły Waszą uwagę najbardziej? Stroje przechodniów, a może dawne linie tramwajowe? Dajcie znać w komentarzach!

Fotografie pochodzą ze zbiorów Archiwum Państwowego w Łodzi.



_______________________________________
Karina Lisiecka - Twoja lokalna archiwistka społeczna 🏛️
📜 Szóste pokolenie w Aleksandrowie Łódzkim, badaczka korzeni i historii lokalnej.
🎓 Mgr promocji sztuki, dyplomowana filmoznawczyni, absolwentka zarządzania kulturą.
🎨 Łączę pasję do genealogii z filmową i fotograficzną wrażliwością, by lokalna przeszłość nie poszła w zapomnienie.

Odkrywajmy historię ważnych dla nas miejsc RAZEM. Podziel się swoim wspomnieniem w komentarzu!

2500 razy DZIĘKUJĘ! 🤍Kiedy zaczynałam tę drogę, moim największym marzeniem było po prostu ocalić od zapomnienia historie...
30/05/2026

2500 razy DZIĘKUJĘ! 🤍

Kiedy zaczynałam tę drogę, moim największym marzeniem było po prostu ocalić od zapomnienia historie, miejsca i ludzkie losy, które tkwią głęboko w naszej regionalnej tożsamości. Dziś jest nas tutaj ponad 2500! Dalej w to nie wierzę! :)

Chciałam z całego serca podziękować każdemu z Was z osobna:
- Za Waszą obecność i zainteresowanie - za każdą minutę spędzoną na czytaniu tych opowieści.
- Za każde miłe słowo, komentarz i prywatną wiadomość - to niesamowita motywacja do dalszych poszukiwań.
- Za Wasze własne wspomnienia - którymi tak chętnie się dzielicie.

Dziś, zamiast archiwalnej fotografii czy starych dokumentów, zostawiam Wam swoje zdjęcie - jako symboliczny ukłon i uśmiech w Waszą stronę. Dziękuję, że jesteście częścią tej wyjątkowej podróży w czasie. ✨

Idziemy dalej! Przed nami jeszcze mnóstwo nieodkrytych kart i opowieści, które czekają na opowiedzenie. 🥹

Z wyrazami szacunku i wdzięczności,
Wasza lokalna archiwistka Karina Lisiecka

Zapomniana świątynia baptystów w Aleksandrowie Łódzkim 📜Dziś zabieram Was w wyjątkową podróż w czasie do przedwojennego ...
27/05/2026

Zapomniana świątynia baptystów w Aleksandrowie Łódzkim 📜

Dziś zabieram Was w wyjątkową podróż w czasie do przedwojennego Aleksandrowa - miasta, którego tożsamość przez dekady budował fascynujący tygiel kultur, narodowości i wyznań. Środa? To czas na pokazanie Wam unikalnych materiałów archiwalnych, które zdecydowanie rzucają światło na historię dawnej aleksandrowskiej społeczności baptystycznej.

Prezentowane obok dokumenty z Archiwum Państwowego w Łodzi to autentyczny, carski protokół z posiedzenia Budowlano-Doradczego Wydziału Budowlanego Piotrkowskiego Rządu Gubernialnego, datowany na czerwiec 1912 roku.

Architekci i urzędnicy gubernialni rozpatrywali wówczas szczegółowy projekt techniczny przedstawiony przez lokalną Społeczność Baptystów. Dotyczył on wzniesienia murowanego, w przeważającej części parterowego (z częścią dwupiętrową) domu modlitwy, murowanych budynków sanitarnych oraz drewnianych zabudowań gospodarczych. Całość zaplanowano na działce pod numerem hipotecznym 440 przy ówczesnej ulicy Nowej - którą dziś doskonale znamy jako ulicę Południową.

• 1913 rok - Budowa zakończyła się sukcesem! Nastąpiło uroczyste otwarcie nowo wybudowanego kościoła w Aleksandrowie Łódzkim przy ul. Południowej 5 oraz oficjalne zawiązanie się tutejszego Zboru Baptystów. Jak widać na załączonej fotografii wykonanej w 1933 roku (opisanej w języku niemieckim „Baptistenkirche in Alexandrow”), budynek zachwycał piękną architekturą ceglaną z wysokimi, strzelistymi, łukowatymi oknami.

• 1945 rok - Powojenna rzeczywistość brutalnie przerwała historię zboru. W 1945 roku budynek kościoła został bezpowrotnie zabrany społeczności baptystów.

A na koniec przypominajka! Ja wiem, że już wielokrotnie (oj tak!) wspominałam o historii Pabianickiej 36, ale dzisiaj zdecydowanie muszę Wam to przypomnieć, bowiem... wspomniany przeze mnie budynek - w którym w późniejszych latach mieścił się miejski szpital, a następnie Szkoła Podstawowa nr 1 - pierwotnie należał właśnie do Baptystów! To właśnie w tym gmachu na Pabianickiej przed laty prężnie funkcjonowała specjalna ochronka, czyli ówczesne przedszkole i świetlica opiekuńcza dla najmłodszych dzieci tego wyznania.

Fotografia: Świątynia Baptystów w Aleksandrowie, 1933 r. (źródło: fotopolska.eu)
Dokumenty: Protokół Wydziału Budowlanego Piotrkowskiego Rządu Gubernialnego, czerwiec 1912 r. (źródło: Archiwum Państwowe w Łodzi)

PS Wielu z Was pamięta to miejsce jako KRYPĘ, czyli Międzyzakładowy Dom Kultury, ale kto z Was wiedział o dawnej świątyni baptystów? 🤓

____________________________________________

Karina Lisiecka - Twoja lokalna archiwistka społeczna 🏛️
📜 Szóste pokolenie w Aleksandrowie Łódzkim, badaczka korzeni i historii lokalnej.
🎓 Mgr promocji sztuki, dyplomowana filmoznawczyni, absolwentka zarządzania kulturą.
🎨 Łączę pasję do genealogii z filmową i fotograficzną wrażliwością, by lokalna przeszłość nie poszła w zapomnienie.

Odkrywajmy historię ważnych dla nas miejsc RAZEM. Podziel się swoim wspomnieniem w komentarzu!

🏛️ Szkoła Powszechna w Domaniewie i tragiczny los proboszcza Józefa Góreckiego.Są takie zdjęcia, które potrafią poruszyć...
26/05/2026

🏛️ Szkoła Powszechna w Domaniewie i tragiczny los proboszcza Józefa Góreckiego.

Są takie zdjęcia, które potrafią poruszyć najgłębsze struny ludzkiej duszy. Dla mnie odnalezienie tej fotografii to niezwykle ważne, wręcz wzruszające wydarzenie. Budynek dawnej szkoły w Domaniewie (gmina Dalików) fascynuje mnie bowiem od czasów dzieciństwa, a samo miejsce ma dla mnie głęboki, niezwykle sentymentalny wymiar.

To właśnie do tej placówki uczęszczał mój ukochany Dziadziuś. Za każdym razem, gdy przejeżdżam przez te okolice próbuję wyobrazić sobie tamte minione czasy. Widzę oczami wyobraźni mojego młodego dziadka biegającego z rówieśnikami po szkolnym dziedzińcu.

Jednak to zdjęcie kryje w sobie nie tylko piękne, rodzinne wspomnienia, ale też wielką, dziejową tragedię...

🗓️ Domaniew, 2 maja 1935 roku
Fotografia przedstawia społeczność Szkoły Powszechnej w Domaniewie. W samym środku kadru, z charakterystycznym kapeluszem i laską w dłoni, siedzi ks. Józef Górecki - ówczesny proboszcz miejscowej parafii w latach 1933–1941.

Ksiądz Górecki przybył do Domaniewa prawdopodobnie spod Piotrkowa Trybunalskiego. W pamięci parafian zapisał się jako człowiek niezwykłej życzliwości, dobroci i gospodarności. Był autentyczną częścią tej społeczności - chętnie odwiedzał mieszkańców, a oni z otwartymi sercami zapraszali go w swoje progi. Kiedy wybuchła II wojna światowa, mimo ogromnego niebezpieczeństwa, wiernie trwał przy swoich parafianach, pełniąc posługę kapłańską. Aż do owego nieszczęśliwego wieczoru...

🖤 6 października 1941 roku na plebanii niespodziewanie pojawił się gość - Niemiec ze Stefanowa, który zamieszkał w gospodarstwie odebranym polskiej rodzinie Owczarków. Był to człowiek znany z prześladowania Polaków. Jak się okazało, jego wizyta nie była przypadkowa. Wiedząc o planowanym aresztowaniu proboszcza, miał za zadanie dopilnować, by ks. Górecki tego wieczoru nie opuścił budynku.

Gdy nastał mrok, pod plebanię podjechał niemiecki samochód. Żandarmeria lub gestapo bezwzględnie wyprowadziło kapłana i wepchnęło go do wnętrza pojazdu. Auto odjechało w ciemność. Prawdopodobnie nikt z mieszkańców nie zdążył nawet dostrzec tego momentu.

Ksiądz Józef Górecki został wywieziony do obozu koncentracyjnego w Dachau. Tam, w nieludzkich warunkach, przeżył zaledwie kilka miesięcy. Zmarł 6 maja 1942 roku.

Na miejscowym cmentarzu na próżno szukać grobu dawnego proboszcza. Aby czas i niepamięć nie zatarły śladu po tej męczeńskiej śmierci, Wójt Gminy Dalików ufundował tablicę pamiątkową, która dziś przypomina o cichym bohaterze tamtych strasznych dni.

Źródło: II wojna światowa we wspomnieniach mieszkańców gminy Dalików, Gminna Biblioteka Publiczna w Dalikowie, 2009 rok.

Na dole zamieszczam zdjęcie budynku szkoły z marca 2026 roku. 👇

Czy w Waszych rodzinnych archiwach również kryją się takie fotograficzne skarby? A może ktoś z Waszych bliskich także uczył się w szkole w Domaniewie lub zapamiętał z opowiadań powojenne losy tutejszych mieszkańców? Czekam na Wasze historie! 🙂🌾

_________________________________________________________

Karina Lisiecka - Twoja lokalna archiwistka społeczna 🏛️
📜 Szóste pokolenie w Aleksandrowie Łódzkim, badaczka korzeni i historii lokalnej.
🎓 Mgr promocji sztuki, dyplomowana filmoznawczyni, absolwentka zarządzania kulturą.
🎨 Łączę pasję do genealogii z filmową i fotograficzną wrażliwością, by lokalna przeszłość nie poszła w zapomnienie.

Odkrywajmy historię ważnych dla nas miejsc RAZEM. Podziel się swoim wspomnieniem w komentarzu!

Reymontowskie kadry z regionu łódzkiego z 1916 roku 🌾Dziś zabieram Was w wyjątkową podróż w czasie. Przenosimy się do ro...
24/05/2026

Reymontowskie kadry z regionu łódzkiego z 1916 roku 🌾

Dziś zabieram Was w wyjątkową podróż w czasie. Przenosimy się do roku 1916, w czasy I wojny światowej. Choć wokół przetaczał się dziejowy konflikt, obiektyw aparatu uchwycił coś zgoła innego - sielski obraz polskiej wsi.

Prezentowane fotografie zostały wykonane we wsi Dąbrówka. Widzimy na nich tradycyjne kryte strzechą chałupy, mieszkańców w codziennych strojach, dzieci, a także rzędy poduszek i pierzyn wietrzących się na słońcu. Również macie wrażenie, że czujecie zapach wyłaniający się z tych zdjęć? Ja zdecydowanie tak mam!

📸 Sylwetka twórcy: Narcyz Witczak-Witaczyński (1898–1943)
Autorem tych ujęć jest Narcyz Witczak-Witaczyński - postać bez dwóch zdań nietuzinkowa. Choć historia zapamiętała go przede wszystkim jako wybitnego ułana, chorążego kawalerii Wojska Polskiego i kawalera Orderu Virtuti Militari, to jego drugą, równie wielką miłością była fotografia.

Gdy w 1916 roku naciskał spust migawki w Dąbrówce, miał zaledwie 18 lat i stawiał swoje pierwsze kroki z aparatem. Niedługo później jego fotograficzna pasja splotła się na stałe z losem żołnierza:

📸 Witczak-Witaczyński stał się jednym z najważniejszych i najbardziej popularnych fotoreporterów wojskowych II Rzeczypospolitej. Przez lata z niezwykłym wyczuciem dokumentował codzienne życie, manewry oraz święta pułkowe polskiej kawalerii.

📸 Jako jeden z nielicznych fotografów posiadał oficjalne prawo do portretowania marszałka Józefa Piłsudskiego.

📸 Jego prace regularnie zdobiły łamy kluczowych pism tamtej epoki, takich jak „Polska Zbrojna”, „Wiarus” czy „Jeździec i Hodowca”. Był też autorem zdjęć do legendarnej przedwojennej „Księgi Jazdy Polskiej”, a w 1937 roku zdobył I nagrodę w prestiżowym konkursie fotografiki wojskowej.

Jego obiecującą karierę i życie przerwała II wojna światowa. Zaangażowany w konspirację ZWZ/AK (ps. „Kościesza”), został aresztowany przez Niemców i w 1943 roku zamęczony w obozie koncentracyjnym na Majdanku. Pozostawił po sobie bezcenny skarb - ponad 4500 szklanych negatywów, które dziś znajdują się w zasobach Narodowego Archiwum Cyfrowego (NAC).

Prezentowane dziś kadry z Dąbrówki to rzadki przykład wczesnej, przedwojskowej jeszcze twórczości tego autora. Narcyz Witczak-Witaczyński to kolejny wybitny fotograf przedstawiony na moim profilu historycznym, którego wrażliwość pozwala nam dziś spojrzeć prosto w oczy naszym przodkom sprzed ponad stulecia.

Korzystając z okazji, chcę Wam ogromnie podziękować za to, że jest nas tutaj już ponad 2400! Wasza obecność, każdy lajk, udostępnienie i dyskusja w komentarzach to dla mnie gigantyczna motywacja do dalszego przeszukiwania archiwów. 😍✨

Chcę Wam tylko zdradzić, że nie zwalniam tempa - jestem obecnie w trakcie opracowywania kilku naprawdę dużych, fascynujących tematów, które już niebawem pojawią się na profilu. Zaglądajcie regularnie, bo szykuje się kawał solidnej historii! 🧐🤓

Który detal z dzisiejszych fotografii przykuł Waszą uwagę najbardziej? Dajcie znać w komentarzach!👇

Autorem fotografii jest Narcyz Witczak-Witaczyński
Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

PS Zachęcam Was z całego serca do odnalezienia oraz przejrzenia prywatnych fotografii Narcyza Witczaka-Witaczyńskiego. Musicie uwierzyć mi na słowo - nie będziecie żałować!

ARCHIWUM WŁODZIMIERZA PFEIFFERA Łódź, 1938 rok 📸Na fotografii z archiwum Włodzimierza Pfeiffera uchwycono jeden z najbar...
23/05/2026

ARCHIWUM WŁODZIMIERZA PFEIFFERA

Łódź, 1938 rok 📸

Na fotografii z archiwum Włodzimierza Pfeiffera uchwycono jeden z najbardziej charakterystycznych punktów Łodzi. W kadrze widzimy monumentalny kościół Zesłania Ducha Świętego (dawny kościół ewangelicko-augsburski pw. Świętej Trójcy) oraz dawny ratusz z zegarową wieżą, które do dziś wyznaczają historyczne centrum miasta.

Zdjęcie pokazuje codzienność końca lat 30. - przechodniów spacerujących po placu, eleganckie latarnie i spokojny rytm miejskiego życia tuż przed wybuchem II wojny światowej. To niezwykłe ujęcie pozwala na chwilę przenieść się do dawnej Łodzi i zobaczyć, jak wyglądało serce miasta niemalże 90 lat temu.

__________________________________________________

Cykl fotografii autorstwa Włodzimierza Pfeiffera prezentuję na moim profilu historycznym, ponieważ stanowi on niezwykły zapis przedwojennej Łodzi oraz regionu łódzkiego. Fotograf przedstawia Łódź jako miasto tętniące życiem, architekturą i codziennością swoich mieszkańców. Dzięki tym fotografiom możemy spojrzeć na miejsca znane nam dziś z zupełnie innej perspektywy i zachować pamięć o dawnym obliczu miasta.

Autorem fotografii jest Włodzimierz Pfeiffer
Źródło: Archiwum Państwowe w Łodzi

Moi Drodzy, dziś zabieram Was do mojego rodzinnego Aleksandrowa Łódzkiego! 🙂Czy Was również fascynują archiwalne fotogra...
20/05/2026

Moi Drodzy, dziś zabieram Was do mojego rodzinnego Aleksandrowa Łódzkiego! 🙂

Czy Was również fascynują archiwalne fotografie? Chyba znam już odpowiedź… Patrząc na Wasz odzew pod ostatnimi postami, jestem pewna, że historie zapisane na starych zdjęciach wywołują u Was dokładnie ten sam dreszcz emocji, który towarzyszy także mnie. A fotografie klasowe? To już prawdziwe kapsuły czasu. Dzisiejsze zdjęcie należy zdecydowanie do moich ulubionych. Dlaczego? 🧐

Od kilku lat z ogromnym zainteresowaniem zgłębiam historię Pana Władysława Kałużnego - nauczyciela z powołania, człowieka, którego śmiało można nazwać jednym z tych, którzy po wojennej zawierusze pomagali wskrzesić edukację i przywracać dzieciom normalność. Każda fotografia związana z jego działalnością jest dla mnie czymś wyjątkowym.

Proszę, spójrzcie tylko na ten kadr. Rzędy chłopców o poważnych twarzach, nauczyciel siedzący pośrodku, proste ubrania, bose stopy najmłodszych dzieci… Jedno zdjęcie, a tyle szczegółów, przy których człowiek od razu zaczyna wyobrażać sobie tamte czasy.

Największą zagadką pozostaje jednak miejsce wykonania zdjęcia. Budynek w tle nie posiada charakterystycznych elementów, które pozwoliłyby jednoznacznie wskazać lokalizację. A jednak można pokusić się o pewną analizę. Klasa jest wyłącznie męska, co od razu przywodzi na myśl przedwojenny system szkolnictwa w Aleksandrowie.

W 1928 roku Szkoła nr 1 liczyła już aż 745 uczniów i mieściła się w dwóch budynkach - starym przy ulicach Kościelnej/Warszawskiej oraz nowym przy ul. Bankowej 7. Rok później wynajęto również budynek od parafii baptystów przy ul. Pabianickiej 36, gdzie utworzono Szkołę nr 3. To właśnie wtedy „Jedynka” stała się szkołą męską, a „Trójka” żeńską.

Czy więc fotografia przedstawia uczniów Szkoły nr 1? To bardzo możliwe. Niestety brak podpisu pozostawia pole do wielu teorii i domysłów. I może właśnie dlatego to zdjęcie jest tak fascynujące - wciąż skrywa tajemnicę, którą próbujemy po latach odczytać z układu okien i starych drewnianych okiennic.

Jedno jest pewne - klimat tej fotografii jest absolutnie niezwykły. Ilekroć na nią patrzę, mam wrażenie, że za chwilę któryś z chłopców mrugnie, a Pan Kałużny poprawi marynarkę przed kolejnym szkolnym dniem.

*W komentarzu dodaję tekst o Władysławie Kałużnym, który niedawno pojawił się w lokalnej gazecie.

*Zdjęcie pochodzi z prywatnego archiwum rodzinnego Władysława Kałużnego. Dziękuję z całego serca!

Październik 1981 roku w Łodzi.Miasto jeszcze nie wiedziało, że stoi u progu wielkich zmian. Na ulicach - tłok, szarość, ...
19/05/2026

Październik 1981 roku w Łodzi.
Miasto jeszcze nie wiedziało, że stoi u progu wielkich zmian. Na ulicach - tłok, szarość, tramwaje sunące po ulicach i robotnicy wracający z kolejnej zmiany. W powietrzu czuć było zmęczenie codziennością PRL-u, ale też energię wielkiego przemysłowego miasta, które żyło rytmem fabryk i zakładów pracy.

Na fotografiach Hansa-Petera Bärtschiego widzimy Łódź prawdziwą - bez upiększeń. Ludzi spieszących do domu, kolejki, przechodniów przecinających tory tramwajowe, samochody, zatłoczone ulice i charakterystyczny klimat miasta włókniarzy. To właśnie wtedy tysiące mieszkańców codziennie opuszczały bramy takich zakładów jak dawne Zakłady im. Marchlewskiego, Uniontex czy Wifama. Życie toczyło się między fabryką, mieszkaniem i przystankiem tramwajowym.

Bärtschi uchwycił również miejsca doskonale znane łodzianom - ulice pełne torowisk, śródmiejskie kamienice, charakterystyczną atmosferę Piotrkowskiej i robotniczego centrum miasta. W tych kadrach jest wszystko: pośpiech, jesienna mgła, industrialny krajobraz i zwyczajna codzienność końca PRL-u.

Autorem zdjęć był Hans-Peter Bärtschi - szwajcarski architekt, fotograf i pasjonat dokumentowania dziedzictwa przemysłowego. Interesował się wpływem industrializacji na miasta i społeczeństwo, a jego ogromne archiwum fotograficzne dokumentowało przemysłowe krajobrazy Europy. Szczególnie fascynowały go miasta robotnicze, dlatego Łódź - jedno z największych centrów przemysłowych tej części Europy - stała się dla niego wyjątkowym tematem.

Zdjęcia z Łodzi wykonane jesienią 1981 roku są dziś niezwykłym zapisem epoki - momentu tuż przed nadejściem stanu wojennego i końcem świata wielkich zakładów włókienniczych. To nie tylko fotografie ulic, ale również portret miasta i ludzi żyjących w cieniu fabrycznych kominów.

Chcę od czasu do czasu przybliżać Wam sylwetki fotografów dokumentujących region łódzki i jego historię. To temat szczególnie mi bliski - sama jestem fotografem i wiem, jak ogromną wartość mają takie kadry po latach. To coś więcej niż zwykłe zdjęcia ulic. Na tych fotografiach widać ludzi, codzienny rytm miasta i Łódź, która wtedy naprawdę żyła fabrykami.

Autor: Hans-Peter Bärtschi
Źródło: ETH-Bibliothek Zürich
Październik 1981 rok.

A Wy pamiętacie jeszcze taką Łódź? 🧐
Może rozpoznajecie któreś z miejsc, ulic?

Jestem ciekawa Waszych wspomnień i historii związanych z dawną Łodzią. 📷

PS Dziękuję z całego serca za 1600 obserwujących! 📜
To niesamowite, że tylu pasjonatów historii jest tutaj razem ze mną. Każdy komentarz, reakcja i udostępnienie pokazują, że historia wciąż żyje i potrafi łączyć ludzi. 😍

W styczniu 2026 roku minęło dokładnie 10 lat od momentu, gdy rozpoczęłam prowadzenie tego profilu. Trudno uwierzyć, jak ...
17/05/2026

W styczniu 2026 roku minęło dokładnie 10 lat od momentu, gdy rozpoczęłam prowadzenie tego profilu. Trudno uwierzyć, jak szybko minęła ta dekada - pełna fotografii, historii, sentymentalnych miejsc i niekończących się spacerów z aparatem przewieszonym przez ramię.

Swoją działalność rozpoczęłam jako „Flaneuse de Łódź”. Flâneur - lub w żeńskiej formie flâneuse - to ktoś, kto wędruje bez pośpiechu, obserwuje miasto, chłonie jego atmosferę, dostrzega detale niewidoczne dla innych. To miejski spacerowicz, trochę obserwator, trochę kronikarz codzienności. I właśnie taka była moja droga od samego początku - intuicyjna, pełna zachwytu nad miejscami zapomnianymi, nieoczywistymi i ważnymi.

Tak naprawdę jednak moja przygoda z historią, odwiedzaniem miejsc zapomnianych i flanerowaniem rozpoczęła się znacznie wcześniej - miałam wtedy zaledwie 12 lat. To właśnie mój ukochany Dziadziuś zabrał mnie na jedną z pierwszych sentymentalnych wycieczek do Łodzi. Oczywiście miałam wtedy ze sobą aparat - i chyba już wtedy było wiadomo, że fotografia stanie się dla mnie czymś znacznie więcej niż tylko hobby.

Tamtego dnia uwieczniłam wiele miejsc, które dziś już nie istnieją lub wyglądają zupełnie inaczej. Między innymi stare kamienice znajdujące się w miejscu obecnego Ogrodowa Office czy opuszczoną i zaniedbaną krańcówkę przy ulicy Północnej - miejsce przecież tak ważne dla nas, Aleksandrowian. Każde zdjęcie było wtedy nie tylko próbą zatrzymania chwili, ale także zapisem opowieści mojego Dziadka, który podczas tych spacerów z niezwykłą czułością próbował nakreślić klimat dawnych czasów.

To właśnie wtedy nauczyłam się patrzeć na miasto inaczej - zwyczajnie zaczęłam dostrzegać jego historię. I myślę, że właśnie od tamtego momentu wszystko tak naprawdę się zaczęło.

Zawsze byłam fotografem, który najbardziej lubił uwieczniać historię na zdjęciach. Historię zamkniętą w murach, podwórkach, ruinach, cmentarzach, starych fabrykach i w śladach ludzkiej obecności. Na profilu można odnaleźć między innymi fotorelacje z dworu w Woli Grzymkowej, opuszczonej - jeszcze wtedy - elektrowni Karola Scheiblera w Łodzi, opuszczonej fabryki Szmula Jarocińskiego, opuszczonego więzienia w Łęczycy, opuszczonych kościołów, klimatycznych podwórek, miejsc ważnych i sentymentalnych, okolicznych cmentarzy oraz zwykłego szlajania się po mieście z aparatem.

Pierwszy post dotyczący gminy Aleksandrów pojawił się na początku 2017 roku. Była to fotorelacja z pięknego dworu rodziny Wężyków w Bełdowie - miejsca, które do dziś wspominam z ogromnym sentymentem. Wtedy jeszcze nie przypuszczałam, że lokalna historia stanie się tak ważną częścią mojej codzienności.

W międzyczasie nawet moje zainteresowania naukowe zaczęły coraz mocniej skupiać się wokół fotografii i historii. Napisałam pracę magisterską pod tytułem „Fotografia urban exploration - sztuka czy dokumentacja”, w której pochyliłam się nad fotografią opuszczonych miejsc, próbując odpowiedzieć sobie na pytanie, gdzie kończy się estetyka, a zaczyna dokumentowanie historii i pamięci o miejscach znikających z krajobrazu.

Rok temu obroniłam również studia z zarządzania kulturą. Tym razem skupiłam się na zarządzaniu dziedzictwem kulturowym, a dokładniej - na zarządzaniu archiwum społecznym. Był to dla mnie bardzo ważny etap, ponieważ uświadomił mi, jak ogromne znaczenie mają lokalne historie, prywatne fotografie, wspomnienia i oddolne dokumentowanie przeszłości.

Później rozpoczęłam swój autorski projekt „Zapach PRL-u”, połączony z autorską wystawą „Sentymenty”. W projekcie poszukiwałam elementów PRL-u, które do dziś pozostały częścią miejskiej tkanki naszej najbliższej okolicy. Tworzyłam także niewielkie „scenki” z wykorzystaniem kolekcjonerskich artefaktów - przedmiotów, które kiedyś były zwyczajne, a dziś stały się kapsułami pamięci.

W międzyczasie udało mi się napisać kilka recenzji filmów inspirowanych PRL-em oraz tekstów poświęconych wystawom, które odwiedzałam - między innymi wybitnego Chrisa Niedenthala czy ekspozycjom prezentowanym w Stoczni Gdańskiej.

Od 2022 roku coraz śmielej zaczęłam określać siebie lokalną archiwistką. Kimś, kto nie tylko fotografuje miejsca, ale także próbuje ocalić od zapomnienia historie - te lokalne, rodzinne, małe i pozornie nieistotne. Bo właśnie w nich najczęściej ukryta jest prawdziwa pamięć o dawnym świecie.

I choć minęło już 10 lat, absolutnie nie zwalniam tempa. 🤍
Dziękuję Wam za tak ciepły, pozytywny odbiór mojej pracy, za każdą wiadomość, komentarz i wspólne wspominanie miejsc, których często już nie ma lub niebawem znikną. To właśnie dzięki Wam mam jeszcze większą motywację, by nadal dokumentować, szukać, opowiadać i archiwizować.

A przede mną jeszcze naprawdę wiele. W moim prywatnym archiwum czeka mnóstwo gotowych, bardzo intrygujących treści, niepublikowanych fotografii, historii i miejsc, do których będziemy wracać razem. I mam nadzieję, że ta sentymentalna podróż potrwa jeszcze długo. 📷

*Wszystkie fotografie zamieszczone w poście są mojego autorstwa. Najstarsze zdjęcie z kolażu ma 18 lat.

Od góry:
- Tramwaj nr 46 przy ulicy Wschodniej, 2011 rok.
- Wnętrze dworu Wężyków w Bełdowie, 2017 rok.
- Łódzka "studnia" na ulicy Piotrkowskiej, 2017 rok.
- Krzesło z godłem - wnętrze elektrowni Karola Scheiblera w Łodzi, 2019 rok.
- Waga z Lubelskiej Fabryki Wag, opuszczona fabryka Szmula Jarocińskiego w Łodzi, 2017 rok.
- Opuszczona Kamienica na rogu Zachodniej i Ogrodowej, obecnie w tym miejscu jest Ogrodowa Office, 2008 rok.
- Opuszczone więzienie w Łęczycy, 2018 rok.
- Kadr z projektu Zapach PRL-u, 2020 rok.
- Zdjęcie z oknami - wnętrze kamienicy na Piotrkowskiej w Łodzi, 2018 rok.
- Opuszczony kościół w województwie wielkopolskim, 2018 rok.

Aleksandrów Łódzki. Lato 1974 roku.  Dwa czerwone tramwaje linii 44 stoją uchwycone w kadrze pośród starych drzew, na ni...
16/05/2026

Aleksandrów Łódzki. Lato 1974 roku. Dwa czerwone tramwaje linii 44 stoją uchwycone w kadrze pośród starych drzew, na nierównym bruku, który pamiętał jeszcze czasy przedwojenne. Fotograf Eric Pounder uchwycił zwykłą chwilę z życia miasta - a dziś ten kadr stał się podróżą do świata, którego już nie ma.

Patrząc na tę fotografię, można niemal usłyszeć charakterystyczny metaliczny stukot kół, skrzypienie wagonów na zakrętach i cichy szum trakcji nad ulicą. W tamtych czasach tramwaj był czymś więcej niż środkiem transportu. Był częścią codzienności mieszkańców Aleksandrowa. Woził ludzi do pracy w Łodzi, dzieci do szkół, starszych na targ czy do rodziny. Kursował spokojnym rytmem przez miasto, które żyło wolniej niż dziś.

Na zdjęciu wszystko wydaje się inne. Więcej zieleni, mniej pośpiechu, brukowane ulice i kameralna atmosfera małego miasta, które miało swój własny charakter. Ludzie stojący przy wagonach nawet nie przypuszczali, że za kilkanaście lat ten widok stanie się historią.

Linia tramwajowa 44 zniknęła z Aleksandrowa Łódzkiego w 1991 roku. Razem z nią odszedł pewien klimat miasta - ten trudny do opisania nastrój codzienności PRL-u, gdy tramwaj był naturalnym elementem krajobrazu, a jego dźwięk wpisywał się w rytm dnia. Dziś po torach często nie ma już śladu, ale pamięć o nich wciąż wraca na starych fotografiach i we wspomnieniach mieszkańców.

To właśnie dlatego takie zdjęcia mają ogromną wartość. Nie pokazują tylko ulic i pojazdów. Pokazują świat, którego już nie odzyskamy - zatrzymany na krótką chwilę w obiektywie aparatu. 🚋

Fotografia przedstawia "mijankę" przy ulicy Wolności w Aleksandrowie Łódzkim.

Fot. Eric Pounder
Źródło: https://fotopolska.eu/Eric-Pounder,autor.html

Adres

Aleksandrów Łódzki Gmina

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Zapach historii - lokalna archiwistka Karina Lisiecka umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Zapach historii - lokalna archiwistka Karina Lisiecka:

Udostępnij

Kategoria