Gawęda z ogniska

Gawęda z ogniska Podróżnik z duszą gracza, fotograf z sercem odkrywcy. Słowiański klimat, magiczne miejsca i kawałek domowego ogniska na każdym zdjęciu.

Wędruję po Polsce tropem historii, legend i smaków – trochę jak bohater RPG, tylko z aparatem zamiast miecza.

Legendy z plecakaPojawia się raz w roku. Jeśli go przegapisz, czekasz kolejne dwanaście miesięcyJest ponad tysiąc krasna...
12/08/2026

Legendy z plecaka
Pojawia się raz w roku. Jeśli go przegapisz, czekasz kolejne dwanaście miesięcy
Jest ponad tysiąc krasnali we Wrocławiu. Stoją przez cały rok — przy bankach, na mostach, przed sklepami, przy kościołach. Zawsze gotowe, zawsze dostępne.
Ale jest jeden, którego nie znajdziesz w żadnej chwili kiedy chcesz.
Prezentuś pojawia się tylko w grudniu.
Siedzi na starej drewnianej skrzyni, nogi zwieszone swobodnie, ręce zaciśnięte na wypchniętym worku. Patrzy na ciebie zmęczonymi, mądrymi oczami kogoś kto widział już wiele świąt. I czeka.
Legenda mówi, że każdy kto trzykrotnie dotknie jego czapeczki, może liczyć na spełnienie swoich marzeń.
Trzy dotknięcia. Jedno życzenie. Brzmi prosto.
Ale żeby to zrobić, musisz go najpierw znaleźć. A on nie czeka w miejscu które znajdziesz w Google Maps — pojawia się pośród świątecznego zgiełku Rynku, między zapachem grzańca i pierników, w blasku tysięcy lampek. Trzeba na niego trafić.
Wrocławski Jarmark Bożonarodzeniowy ma już ponad 500 lat tradycji. Pięć wieków. Kiedy Prezentuś siedział na tej skrzyni po raz pierwszy, Wrocław był jeszcze miastem pod zupełnie inną władzą. Kupcy przywozili towary z całej Europy, a rynek rozbrzmiewał językami których dziś nikt już nie rozumie. I gdzieś pośród tego wszystkiego był zawsze ktoś kto spełniał życzenia.
Może nie zawsze w tej formie. Może nie zawsze z brązu. Ale tradycja jest starsza niż figura.
Czy ty dotknąłeś już jego czapeczki? 🎄

"Bóg jest miłością" — napis na drzwiach, których nikt nie otworzy"Stoisz przy bramce z kutego żelaza, złote inicjały HG ...
12/08/2026

"Bóg jest miłością" — napis na drzwiach, których nikt nie otworzy"
Stoisz przy bramce z kutego żelaza, złote inicjały HG błyszczą w słońcu. Za nimi anioł w powłóczystej szacie trzyma uchylone drzwi. Na drzwiach po niemiecku: Gott ist die Liebe. Bóg jest miłością.
To nie jest zwykły nagrobek. To jest dzieło człowieka, który przez całe życie układał kamień i wiedział, że najważniejszy pomnik zostawi sobie sam.
Hermann Ernest Guenzel. Właściciel firmy sztukatorsko-budowlanej w XIX-wiecznej Łodzi. Człowiek który dosłownie wybudował własny grobowiec z materiałów ze swojego zakładu. Cementowe odlewy, precyzja rzemieślnika, filozofia człowieka który rozumie, że czas nie czeka.
Stary Cmentarz w Łodzi to nekropolia wyjątkowa — ponad tysiąc kaplic, pomników, rzeźb i kutych ogrodzeń, a prawie 200 z nich wpisano do rejestru zabytków. Spoczywają tu fabrykanci, lekarze, prawnicy, uczestnicy walk o niepodległość.
Łódź była już wtedy miastem wielu religii, dlatego wyznaczono odrębne części dla katolików, protestantów i prawosławnych. Na jednym cmentarzu leżą obok siebie Polacy, Niemcy, Rosjanie. Każdy ze swoją historią. Każdy z własnym aniołem stróżem wykutym w kamieniu.
Rodzina Guenzel należała do tej łódzkiej ewangelickiej społeczności — Niemcy którzy budowali Łódź razem z Polakami, Żydami i Rosjanami. Wielokulturowe miasto, które dziś często zapominamy jakim było.
Anioł stoi i czeka. Drzwi są uchylone. A napis mówi jedno: miłość jest jedyną walutą która się nie dewaluuje.
Byłeś kiedyś na Starym Cmentarzu w Łodzi? 👇

Adres

Łódź

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Gawęda z ogniska umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij

Kategoria